***
-Ciiicho! Nie tak głośno. Po co straszyć dziewczyny? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co robimy?
-A co? — spytał Piotr, zniżając głos do szeptu.
-Idziemy za przewodnikiem, o którym nic nie wiemy. Skąd możemy wiedzieć, po czyjej stronie jest ten ptak? A może prowadzi nas w pułapkę?
-To wredny pomysł. To przecież drozd... We wszystkich opowieściach, jakie czytałem, drozdy są zawsze dobrymi ptakami. Jestem pewien, że drozd nie mógłby być po złej stronie.
-Jeżeli już o to chodzi, to która strona jest naprawdę dobra?
***
- Och! — zawołała Zuzanna. — Myślałam, że jest człowiekiem. Czy on... nie jest groźny? Obawiam się, że może mi się zrobić słabo, kiedy spotkam lwa.
-Nie ma wątpliwości, że ci się zrobi słabo, moja kochana — odezwała się pani Bobrowa. — Jeżeli jest ktoś, kto może stanąć przed Aslanem, nie trzęsąc się przy tym ze strachu, to albo jest najdzielniejszym z dzielnych, albo jest po prostu głupi.
-A więc on jest groźny? — zapytała Łucja.
-Groźny? — powtórzył pan Bóbr. — Nie słyszałaś, co powiedziała moja żona? Oczywiście, że jest groźny. Ale jest dobry. Powiedziałem wam, że on jest Królem.
***
-Piotrze, Synu Adama — powiedział Święty Mikołaj.
-Jestem, panie — odpowiedział Piotr.
- To są prezenty dla ciebie. I pamiętaj, że to nie są zabawki. Być może czas, w którym ich użyjesz, nie jest już tak daleki. Niech ci służą.
Mówiąc to, wręczył Piotrowi tarczę i miecz. Tarcza była koloru srebra, z wymalowanym na niej lwem stojącym na tylnych łapach, tak jaskrawoczerwonym jak poziomki, kiedy się je zrywa. Miecz miał złotą rękojeść; była też pochwa i pas, wszystko, co powinno być przy mieczu, a jego rozmiary i waga sprawiały wrażenie, jakby był zrobiony specjalnie dla Piotra. Przyjął te dary w milczeniu i z powagą, ponieważ czuł, że nie jest to zwykły prezent na Boże Narodzenie.
- Zuzanno, Córko Ewy — powiedział Święty Mikołaj — to dla ciebie.
I wręczył jej łuk z kołczanem pełnym strzał oraz mały róg z kości słoniowej.
- Możesz użyć tego łuku tylko w wielkiej potrzebie, bo nie masz brać udziału w bitwie. Ten łuk nie chybia. A kiedy zadmiesz w róg, zawsze, gdziekolwiek będziesz, zjawi się jakaś pomoc.
Wreszcie powiedział:
- Łucjo, Córko Ewy. — I Łucja podeszła do niego. Dał jej buteleczkę z czegoś, co wyglądało jak szkło (ale później opowiadano, że była z diamentu) oraz mały sztylet.
-W tej butelce — wyjaśnił — jest lek zrobiony z soku jednego z Ognistych Kwiatów, które rosną w Górach Słońca. Gdyby któreś z was było ranne, wystarczy kilka kropel z tej buteleczki, a rana zniknie. A ten sztylet jest do obrony własnej, i to tylko w największym niebezpieczeństwie. Ty również nie będziesz brała udziału w bitwie.
-Dlaczego, proszę pana? — zapytała Łucja. — Myślę... no, nie wiem... ale myślę, że byłabym dzielna.
-Nie w tym rzecz — odpowiedział. — Po prostu bitwy nie wyglądają zbyt ładnie, gdy biorą w nich udział kobiety.
***
C.S. Lewis - Opowieści z Narnii

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz