sobota, 18 marca 2017

"Wyjdźcie z niego, mój ludu"

Czułem się, jakby Bóg zdejmował z mojego umysłu i ducha poszczególne warstwy, jedna po drugiej, pokazując mi w zupełnie inny niż dotychczas sposób, zepsucie, niewiarę i sprzeczność istniejącą między jego Słowem a fałszywą doktryną i nieprawością Kościoła katolickiego. Gdy Słowo Boże zaczęło nabierać dla mnie całkiem nowego znaczenia, zacząłem dotkliwie zdawać sobie sprawę z iluzji, w której żyłem przez tak wiele lat. Biblia, którą czytałem i słowa, nad którymi rozmyślałem całymi latami, nagle stały się nowe, gdy Duch Święty, rzucając na nie światło, dał mi nowe ich zrozumienie. Ale był to zaledwie początek tego, co miał mi objawić Duch Święty w kwestii tego, w czym tkwiłem przez całe lata życia w Kościele katolickim. 
Jestem przekonany, że im bardziej ktoś jest wierny Kościołowi katolickiemu i zaangażowany w nim, tym mocniej diabeł trzyma życie takiej osoby w garści stąd bierze się ślepota i życie w złudzeniu. Więzy te mogą zostać zerwane jedynie przez miłosierną i zbawczą moc Boga, poprzez szukanie Go całym sercem i pełne podporządkowanie się i posłuszeństwo jego Słowu. O wiele więcej ludzi wyszłoby z tej niewoli, gdyby szukało Bożej rady, nie szło na kompromis z jego Słowem i zaczęło żyć w posłuszeństwie. Bóg z pewnością pociągnie do odpowiedzialności wszystkich tych, którzy tego nie zrobią. Jego serce jest zasmucone, ponieważ tak wielu ludzi będzie zgubionych z powodu tego, że uparcie odmawiają podążania za Nim, dopóki można Go znaleźć. Ślepota i niewiedza nie będą wytłumaczeniem przed sędziowskim tronem Boga. On już dał swoje Słowo, swojego Syna, swoją drogę i wyjawił swoje wymagania względem ludzi i Kościoła. To, co Bóg mi ukazał, nie było prywatnym objawieniem, ale jest dostępne dla każdego katolika, który szczerze będzie szukał Pana i zagłębiał się w Pismo z pragnącym sercem. Bóg wskaże kierunek każdemu, kto zrobi tak samo, jak ja.
Bogaty młodzieniec opisany w Biblii myślał, że jego życie, religijne i postawa moralna to wszystko, czego Bóg od niego wymaga. Ale Jezus powiedział mu, że ma sprzedać wszystko, rozdać biednym i pójść za Nim. Pismo mówi: „Kto bowiem chce zachować duszę swoja, straci ją” (Łk. 9,24), co oznacza, że jeżeli człowiek nie wyjdzie poza swoją strefę bezpieczeństwa, z której jest zadowolony i w obrębie której czuje się dobrze z sobą samym, minie się z celem i życiem, które wyznaczył mu Bóg. Z powodu nieznajomości Biblii i błędnego zrozumienia Słowa Bożego, duch podstępu daje wielu katolikom przekonanie, że ich relacja z Bogiem jest właściwa. Nie zdają sobie oni sprawy z tego, że do autentycznej relacji z Bogiem wymagane jest właściwe rozumienie Słowa Bożego i odpowiednia reakcja wiary. To prawda, że Bóg patrzy na serce i że Duch Święty działa jak chce, dając światło, wystarczające zrozumienie i obdarzając wiarą czy to katolika, czy jakiegokolwiek innego religijnego człowieka, by ten mógł uwierzyć w Jezusa. Dotarcie na ten poziom wiary, choć jest ona ograniczona, wystarcza Duchowi Świętemu do dalszego wlewania światła w szczere, prawdziwie dążące do prawdy serce. Proces ten zawsze prowadzi do wybawienia z więzów religii do prawdziwej wolności dzieci Bożych, jednakże tak wielu katolików, w obawie przed konsekwencjami życia w Duchu Świętym, psuje Jego dzieło. Zagrożona może być relacja z katolicką rodziną, wiele do stracenia jest też w obszarze działań, w które człowiek się angażuje, w sferze uczuciowej, a także w obrębie własnej tożsamości.
***
Pan pokazał mi w swoim Słowie, że Jego Kościół ma być „bez skazy lub zmazy", ma być ciałem „prawdziwych wierzących”. którzy żyją jego Słowem w sprawiedliwości i którzy uwielbiają Go „w duchu i w prawdzie”. Jak Paweł z Tarsu, za śmiecie poczytuję wszystkie te lata swojej przynależności do bezbożnych struktur, tradycji, nauk i obowiązków. Mnie również, tak, jak apostoła Pawła, Bóg oddzielił na półtora roku, bym się opamiętał, przyjął jego objawienie i przygotował do służby, do której mnie powołał przy końcu czasów ostatecznych. Był to dla mnie wspaniały czas wzrostu i pouczania przez Słowo Boże. Można było oczekiwać, ze po trzydziestu dziewięciu łatach bycia katolikiem, w tym ośmiu spędzonych w seminarium i trzynastu i pół w sutannie, porzucenie tego wszystkiego będzie dla mnie traumatycznym doświadczeniem. Wcale nie, Pan dał mi pewność i pokój, że podjęte przeze mnie kroki „wyjścia spośród nich” pochodziły od Niego. Znałem Jego siłę i prawdę jego Słowa, by podjąć kroki oddzielenia się od Kościoła katolickiego. Nie obawiałem się reakcji mojej katolickiej rodziny i przyjaciół. Miałem pewien rodzaj świętej śmiałości, by swobodnie mówić o tym, że to Pan pokierował mną, bym opuścił Kościół katolicki.

***
Katolicka doktryna chrztu oparta jest na doktrynie o nierozłączności Pisma i Tradycji. Zawarty powyżej dobry, biblijny wstęp do katolickiego nauczania o chrzcie jest unieważniony przez katolickie nauczanie oparte na Tradycji, z której bierze się koncepcja, że „kościół jest niezbędny do zbawienia”. Katolicka doktryna chrztu ukazuje, jak katolicy pojmują zbawienie. Chrzest katolika rozpoczyna proces „zbawienia przez sakramenty”. Katolicka doktryna zbawienia ogłoszona na Soborze Watykańskim II, zasadniczo stanowi potwierdzenie tej właśnie doktryny ogłoszonej po raz pierwszy na słynnym soborze trydenckim w latach 1545-63: „Gdyby ktoś mówił, że ludzie są usprawiedliwieni albo przez samo przypisanie im sprawiedliwości Chrystusa [...] -niech będzie wyklęty”. Na soborze owym ustalono również, że „nie można powiedzieć, że komukolwiek [...] przebacza się lub przebaczono grzechy” i że taka ufność jest „próżna i pozbawiona wszelkiej pobożności”.
Nowy Testament bardzo wyraźnie określa, że chrzest jest przeznaczony wyłącznie dla osoby, która zrozumiała własne grzechy, pokutowała za nie i osobiście zaufała przez wiarę Jezusowi Chrystusowi. Praktykowany przez Kościół katolicki chrzest niemowląt jest sprzeczny z samym znaczeniem i celem chrztu i opiera się na wierze rodziców i świadków, którzy reprezentują „wierzący kościół”, a nie na wierze chrzczonej osoby. Sprzeczność z Pismem jest w tym miejscu bardzo wyraźna, ponieważ chrzest katolicki zakłada, że niemowlę zostało obdarzone „łaska uświęcająca” (termin ukuty przez katolików), czyli zbawczą łaską Boga. Reszta życia tego dziecka (osoby) jest procesem pozostawania w stanie łaski u Boga. Kościół katolicki wierzy, że takie ochrzczone dziecko jest od dzieciństwa
 członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa. Stąd większość katolików nigdy nie słyszy nauczania czy nawoływania do osobistego aktu pokuty i wiary w Jezusa Chrystusa, która jest prawdziwym nawróceniem niezbędnym do wejścia do Kościoła Chrystusa. Katolicy doświadczają wielokrotnych aktów pokuty (katolicki sakrament pojednania, czyli spowiedź), ale nie prawdziwego, trwałego nawrócenia, którego znakiem jest chrzest.

Frank i Joan Testa - Z ciemności do światłości