Wielka nadzieja i oczekiwanie chrześcijańskiej wiary skupia się na jednym
dramatycznym i zaskakującym wydarzeniu, nagłym jak błyskawica i ostrym jak
miecz: fizycznym powrocie Jezusa Chrystusa, a wraz z nim odnowie wszystkich
rzeczy. Obydwa aspekty są ze sobą połączone, jak Bóg Ojciec i Bóg Syn: odnowa
wszechrzeczy czeka na przyjście naszego Pana, a Jego przyjście rozpocznie odnowę
wszystkiego.
***
Gdzie jest to rzekome przyjście? Współczesna wersja pytania
jest jeszcze sprytniejsza: „Przecież w każdym wieku uważano, że Jezus się pojawi.
Nawet św. Paweł tak sądził i się mylił. Kto wie, kiedy ono nastanie? Może jeszcze
upłynąć kolejne tysiąc lat”. Brzmi to rozsądnie... za wyjątkiem faktu, że jest
to postawa niedozwolona. Owszem, w każdej epoce twierdzono, że Chrystus może
wrócić w każdej chwili, i całkiem słusznie. Mieli rację, sądząc w taki sposób,
gdyż „każdy moment" mógł być ich momentem. Słusznie oczekiwali Jego powrotu,
gdyż tak rozkazał im sam Chrystus. Byli mądrzy, tak postępując, gdyż jest to
antidotum na tak wiele szkodliwych rzeczy. Gdy „zły sługa” zakłada, że jego Pan
wciąż jeszcze jest daleko, zwraca swoje serce ku żądzom tego świata, próbując
zaspokoić swoje pragnienie królestwa wszystkim, co znajduje się w jego zasięgu.
***
Połowa oczekujących (przypowieść o głupich i mądrych pannach), nie została wpuszczona na ucztę z wszelkimi dalszymi
tego konsekwencjami. Zdecydowanie doceniam Jezusa w tej kwestii. W każdej swojej
historii przyznaje, że Jego nadejście wydaje się być odległe. W tej ostatniej
stwierdza, że pan młody faktycznie się opóźnia. Jezus nie unika tematu, lecz
wraca do tej samej lekcji: Czuwajcie, wypatrujcie jego powrotu i bądźcie gotowi.
Pilnujcie by płonęły wasze lampy, nawet jeśli nadejdzie o drugiej lub trzeciej
straży.
***
Rozmyślać? Mamy rozmyślać nad Jego powtórnym
przyjściem? Nie masz pojęcia ile dobra wyświadczysz swojej duszy, dopóki sam
tego nie spróbujesz. Gdy ów dzień coraz bardziej się przybliża, kościół zaczyna
przenosić swoje zainteresowanie z „nieba” na nadchodzące królestwo, na odnowę
wszechrzeczy.
Gwarantuję ci jedną rzecz, przyjacielu. Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek
przedtem. Istnieją wszelkie powody ku temu, by oczekiwać, że dźwięk trąby może
zagrzmieć w każdej chwili. Jeśli to, przez co obecnie przechodzi świat, nie
wygląda na bóle porodowe, to nie wiem, co innego może na nie wskazywać.
***
Przede wszystkim radykalnie
powinna zmienić się nasza postawa wobec śmierci.
Kurczowe trzymanie się
życia, które obserwujemy w naszym świecie, drastyczne kroki, gdy ktoś bardzo
posunął się w latach, chwytanie się wszelkich form leczenia nie powinny mieć
miejsca wśród chrześcijan. Nie ma w tym żadnego sensu. Po co rozpaczliwie
kupować sobie lub komuś bliskiemu rok lub dwa lata istnienia? Utraciliśmy
Perspektywę. Mamy przed sobą wieczność. Przed nami jest świat odnowiony na
zawsze. T.S. Eliot napisał piękny wiersz o mędrcach, którzy odwiedzili
Chrystusa, i o tym, jak wygląda ich życie po powrocie do swoich dawnych zajęć:
„Wróciliśmy do swych miejsc, do królestw,
Lecz spokoju nie
zaznając, w dawnej tkwiąc epoce,
Z obcym ludem, bogów swych się trzymającym.
Cieszyłbym się, gdyby śmierć kolejna przyszłam."
***
Craig, podczas swojego
ostatniego pobytu w szpitalu, zanim trafił do domowego hospicjum, opowiedział mi o
krzykach, jakie słyszał późną nocą na oddziale onkologicznym. „Można było
usłyszeć krzyki przerażenia” powiedział „Nie był to ból, lecz przerażenie w
obliczu samotnej śmierci śmierci bez Boga”. Właśnie dlatego musimy pokonać
osobistą niechęć do ewangelizacji. Mój Boże! Mamy przecież do zaoferowania
najwspanialszą na świecie nadzieję!
***
Nieustanna presja zachodniego
chrześcijaństwa, by „być praktycznym”, zdradza jego najczęstsze odstępstwo
pokazuje jak obsesyjnie skupia się na obecnej chwili.
Owszem, powinniśmy
ucieleśniać Bożą miłość w dzisiejszym świecie. Ludzkość niedomaga. Jej sprawy
się sypią. Musimy przejąć się planetą i całym stworzeniem. Musimy zwalczać
niesprawiedliwość. Mówimy jednak o całej tej pracy z taką beztroską. Nie
rozumiemy, że może ona być najboleśniejszą pracą na świecie. Ci, którzy działają
w pierwszych szeregach na rzecz sprawiedliwości społecznej, mają tragicznie
wysoki współczynnik wypalenia zawodowego. Bez chwalebnej nadziei, wypełniającej
twoje serce, zostaniesz zmiażdżony przez ból tego świata.
***
To nie jest pobożne
życzenie; to nie tylko „ach, jakie to urocze". Albo wierzysz, że królestwo
nadchodzi, albo nie wierzysz wcale. Jeśli wierzysz, to teraz już rozumiesz, że
oznacza ono odnowę wszystkich rzeczy: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21 :5).
Biorąc pod uwagę odurzającą, patologiczną niewiarę i antyromantyzm
naszej postmodernistycznej kultury, będziesz musiał podjąć bardziej świadomą
decyzję, by chwycić się nadziei. Dopuszczenie do siebie myśli: odnowa
wszechrzeczy może być prawdą, nie jest uchwyceniem się jej; akceptacja typu „OK,
sądzę, że to prawda”, też nie jest. Musimy się jej uchwycić tak, jakbyśmy
obejmowali osobę siedzącą przed nami na motocyklu podczas szalonej przejażdżki.
Musimy się jej „uchwycić” tak, jakbyśmy znaleźli się na szczycie drabiny, która
według nas może nagle się przewrócić. Uścisk jest znacznie lepszym wyrażeniem;
musimy tę nadzieję mocno uścisnąć.
John Eldredge - Wszystko od nowa - odrodzenie nieba, ziemi i wszystkiego, co nam bliskie
czwartek, 14 czerwca 2018
poniedziałek, 14 maja 2018
We wszechmocnym Bogu to absolutnie proste
Mówi się, że człowieka, który się nie modli, czeka w życiu cierpienie;
ale ja w to wątpię. Modlitwa jest przeszkodą na drodze do realizacji osobistych
ambicji i zapracowany człowiek po prostu nie ma czasu, aby się modlić. Ucierpi
na tym Boże życie, które jest w nim, które karmi się nie pokarmem, lecz
modlitwą. Jeśli postrzegamy modlitwę jako sposób na rozwój osobisty, nie będzie
w niej nic wartościowego; także w Biblii próżno szukać takiego pojmowania
modlitwy.
***
Jak trudno jest żyć świętym życiem, ale we wszechmocnym Bogu to absolutnie proste, gdyż tak wiele dał, aby uczynić to możliwym. Wystrzegajcie się podkreślania tego, ile modlitwa kosztuje nas; Bóg zapłacił najwyższą cenę, abyśmy mogli się modlić. Jezus nie powiedział im: „zadręczajcie się”, ale "czuwajcie ze Mną".
***
Zwycięzca to ten, który walczy i zwycięża; więcej niż zwycięzca to ten, który walczy z łatwością i odnosi przytłaczające zwycięstwo. Toczymy walkę nie przeciw ciału i krwi, lecz przeciw władzom i zwierzchnościom. Nie możemy zagrozić im swoim intelektem czy organizacją, odwagą, zamysłem czy przenikliwością, nie możemy im zagrozić w żaden sposób, o ile nie będziemy opierać się na Odkupieniu.
***
Tak jak Chrystus znał serce i umysł, swojego Ojca, tak przez potężny chrzest Duchem Świętym Jezus może podnieść ze sobą każdą duszę do okręgów niebieskich, aby objawić jej mądrość i zrozumienie umysłu Bożego.
***
Myślimy o modlitwie jako o przygotowaniu do pracy albo o odpoczynku po wykonaniu pracy, podczas gdy modlitwa jest w swej istocie pracą. To najwyższa aktywność wszystkiego, co w nas szlachetne.
***
Abraham nie miał w sobie krzty fanatyzmu, nie trzymał się wiernie tego, co Bóg powiedział, ale samego Boga, który to powiedział. Bóg powiedział: Ofiaruj Izaaka, a potem: Nie rób tego. Fanatyk powiedziałby wtedy: „Będę trzymał się tego, co Bóg powiedział; ten drugi głos pochodzi od diabła”.
***
Według Nowego Testamentu modlitwa jest Bożą odpowiedzią na nasze ubóstwo, a nie mocą. którą wykorzystujemy, aby uzyskać odpowiedź.
Oswald Chambers - Jeśli prosić będziecie
***
Jak trudno jest żyć świętym życiem, ale we wszechmocnym Bogu to absolutnie proste, gdyż tak wiele dał, aby uczynić to możliwym. Wystrzegajcie się podkreślania tego, ile modlitwa kosztuje nas; Bóg zapłacił najwyższą cenę, abyśmy mogli się modlić. Jezus nie powiedział im: „zadręczajcie się”, ale "czuwajcie ze Mną".
***
Zwycięzca to ten, który walczy i zwycięża; więcej niż zwycięzca to ten, który walczy z łatwością i odnosi przytłaczające zwycięstwo. Toczymy walkę nie przeciw ciału i krwi, lecz przeciw władzom i zwierzchnościom. Nie możemy zagrozić im swoim intelektem czy organizacją, odwagą, zamysłem czy przenikliwością, nie możemy im zagrozić w żaden sposób, o ile nie będziemy opierać się na Odkupieniu.
***
Tak jak Chrystus znał serce i umysł, swojego Ojca, tak przez potężny chrzest Duchem Świętym Jezus może podnieść ze sobą każdą duszę do okręgów niebieskich, aby objawić jej mądrość i zrozumienie umysłu Bożego.
***
Myślimy o modlitwie jako o przygotowaniu do pracy albo o odpoczynku po wykonaniu pracy, podczas gdy modlitwa jest w swej istocie pracą. To najwyższa aktywność wszystkiego, co w nas szlachetne.
***
Abraham nie miał w sobie krzty fanatyzmu, nie trzymał się wiernie tego, co Bóg powiedział, ale samego Boga, który to powiedział. Bóg powiedział: Ofiaruj Izaaka, a potem: Nie rób tego. Fanatyk powiedziałby wtedy: „Będę trzymał się tego, co Bóg powiedział; ten drugi głos pochodzi od diabła”.
***
Według Nowego Testamentu modlitwa jest Bożą odpowiedzią na nasze ubóstwo, a nie mocą. którą wykorzystujemy, aby uzyskać odpowiedź.
Oswald Chambers - Jeśli prosić będziecie
sobota, 7 kwietnia 2018
Piekło świadczy o chwale Nieba
Im dłużej studiujemy przypowieści Jezusa, które wydawały się proste, gdy je czytaliśmy, tym bardziej złożone się stają. Kto chce brodzić w płytkiej interpretacji, wkrótce wejdzie w głąb i albo nauczy się pływać, albo zostanie zmuszony do pospiesznego powrotu.
***
Podłożem prawdziwej, głębokiej bojaźni jest raczej uświadomienie sobie świętości i chwały Wszechmocnego Boga, a nie mizernej siły demonów. To Bóg ma moc zniszczyć człowieka, którego stworzył (Rdz 6,7). On także jest „pochłaniającym ogniem” (Hbr 12,29). Dlaczego zatem Jezus mówi o nim „Ten”, nie zaś „Ojciec”? Według mnie, zrobił to, aby nie łączyć owego ciepłego i emocjonalnie bliskiego określenia (Abba), z tym, co niektórzy teologowie nazywają „dziwnym dziełem Boga”. Jest jednak jeszcze jeden, bardziej wyrafinowany powód, dla którego Jezus mógł się posłużyć tym zaimkiem. Chrystus twierdzi w innych miejscach, że to On sam będzie sądził narody i wysyłał „przeklętych” do piekła (Mt 25,41; por. 1 Kor 5,10). Z kolejnych wersetów wynika, że On wraz z Ojcem, stanowiąc Jedno, będą sądzić (Dz 17,31; Ap 6,16 nn).
***
Na domiar wszystkiego, akcent przypowieści pada na grzech zaniedbania, nie na jakiś grzech, który się realizuje konkretnym czynem. Chodzi więc o to, czego nie zrobiliśmy, a nie o to, co komu wyrządziliśmy. Niewywiązanie się z obowiązku nakarmienia domowników, nierozważne gospodarowanie olejem do lamp, nieumiejętność posługiwania się talentami i nieokazanie miłości wobec braci jednym słowem, ZANIEDBANIA! To wystarczy, by znaleźć się w tym samym miejscu, w którym będą przebywać obłudnicy (por. Mt 24,51).
***
Można niestety być bardzo zajętym pracą w Kościele, ale wykonywać ją błędnie, w złym czasie, ze złą motywacją, w złym celu i z niewłaściwymi ludźmi. W dalekosiężnej perspektywie liczy się więc nie ilość, ale jakość naszej służby.
***
Najgorszym losem chrześcijanina, który szczerze trudzi się w służbie dla Pana, będzie stwierdzenie, że jego starania poszły na marne, że nie były wystarczająco dobre i trwałe, jednak taki człowiek wejdzie do Bożego Królestwa, pomimo że nie udało mu się zbudować niczego wartościowego.
Jednak to nie jest najgorszy bieg wydarzeń dla „chrześcijanina", który z własnej woli trwa w grzechu, prowadzi życie wg swej starej natury lub jedynie w nowy sposób dogadza swojej starej naturze.
***
Przypis wydawcy: <<Autor bazując na semantyce popularnego przekładu, domyślnie zakłada, że Jezus zstępując do Otchłani, głosił tam Ewangelię. Jednak przekaz biblijny tego nie mówi. Jezus zstąpił do Otchłani, aby tam coś ogłosić, ale nie chodziło tu o Dobrą Nowinę. To subtelne rozminięcie się z treścią zapisu 1 P 3,19-20 skutkuje dalszym dość skomplikowanym wywodem, który wręcz zdaje się przeczyć innym poglądom Autora. Rzecz w istocie wydaje się znacznie prostsza, co doskonale widać w Nowym Przekładzie Dynamicznym: „Przecież również sam Chrystus został kiedyś umęczony za nasze grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych. Uczynił to, aby wprowadzić was przed Boży Majestat. W ten sposób, w swojej doczesnej ludzkiej naturze, pokonał śmierć, a ożywiony w Duchu, poszedł oznajmić swój triumf także tym niematerialnym bytom, które pod strażą czekają na Dzień Sądu. Należą do nich duchy wszystkich ludzi, którzy na wzór naszych poprzedników z czasów Noego, nie okazali Bogu posłuszeństwa, chociaż Najwyższy cierpliwie na to czekał.” (1 P 3,19-20 NPD)>>
***
Wiara i rozum współistnieją w doskonały sposób, ale w niektórych sprawach to wiara musi się stać przewodnikiem rozumu, inaczej bowiem droga, którą pójdzie rozum, okaże się ślepa i nigdy nie dojdziemy do ostatecznego celu.
***
Jaka to kara? Na zawsze utracić istnienie czy też na zawsze istnieć? Pismo św. wypowiada się w tej sprawie jednoznacznie, mówiąc o diable, że będzie on „cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków” (Ap 20,10). Nie wystarczy wzruszyć na ten werset ramionami jako „trudny” (tylko dlatego, że nie pasuje do jakiejś konkretnej teorii) albo „symboliczny” (bez wyjaśnienia, cóż takiego symbolizuje), jak to mają w zwyczaju czynić anihilacjoniści (cytuję tu z ich konkretnych wypowiedzi bez podawania autorów). Jeśli język cokolwiek znaczy, to diabeł i jego aniołowie w istocie doświadczą niekończących się cierpień w piekle”.
Inni są gotowi przyznać, że taki los czeka upadłych aniołów, zaprzeczają jednak, że stanie się on również udziałem upadłych ludzi. Czy Pismo św. daje podstawy do takiego rozgraniczenia? Czy też raczej mówi o takim samym losie wszystkich upadłych istot, czy to niebieskich, czy ziemskich?
***
Niewielu ludzi dobrowolnie wybrałoby piekło (taki wybór byłby skrajną formą masochizmu) . Jednak wielu zdecydowało się iść drogą, która tam prowadzi czy to dlatego, że nie zdają sobie z tego sprawy, czy też nie wierzą, że zostaną ukarani, wielu bowiem ludzi nie traktuje swoich grzechów jako wystarczająco ciężkich, by zostać skazanymi na taki los (oddaje to powszechna konstatacja „przecież nikt nie jest doskonały”). Być może twierdzą nawet, że ich obecne słabości nie sprawiają nikomu krzywdy, dlatego są niewinne. Kiedy odkryją, jak wstrętna była ich postawa i postępowanie z punktu widzenia Boga, przeżyją ogromny szok.
***
Ci ludzie, którzy nie usłyszeli Ewangelii, znajdą się w grupie tych, „którzy nie znają Boga” (czyli nie trwają w relacji z Najwyższym) a ten fakt zakłada, że mieli możliwość nawiązania jakiejś relacji z Bogiem, choć nikt nie powiedział im o Jego Synu. Wszyscy ludzie bowiem uzyskali dostęp...
***
Ponadto nasza postawa wobec piekła określa nasze rozumienie samego Boga. Niewiara, iż ktokolwiek może zostać wrzucony do piekła ostatecznie tworzy bardziej sentymentalny niż biblijny obraz Boga, który istnieje, i który objawił się w Jezusie. „Kochający Ojciec” (Bóg rzeczywiście nim jest) zasłoni „suwerennego Króla” i „bezstronnego Sędziego” (Bóg także nimi jest). Teologia redukcjonistyczna deformuje informacje zawarte w Nowym Testamencie, nie wspominając o pozostałych aspektach Pisma Świętego.
***
W oczach Pana osobista świętość wierzącego ma znacznie większą wartość niż jego efektywność służby.
***
„Nasi przyjaciele, którzy pragnęliby pozbyć się kary wiecznej, powinni zaprzestać dowodzenia przeciwko Bogu, a raczej okazać posłuszeństwo Bożym nakazom, póki jeszcze czas”.
Augustyn z Hippony (O państwie Bożym)
David Pawson - Piekło istnieje... Naprawdę!
***
Pewien morderca przed egzekucją powiedział kapelanowi:
„Proszę pana, gdybym wierzył w to, co pan i – jak twierdzicie – wierzy Kościół,
to nawet gdyby Anglia była pokryta potłuczonym szkłem od krańca do krańca,
poszedłbym przez nią nawet na czworakach i uważałbym to za rzecz wartą wysiłku,
gdybym w ten sposób mógł wybawić choćby jedną duszę od takiego wiecznego
piekła.
***
Podłożem prawdziwej, głębokiej bojaźni jest raczej uświadomienie sobie świętości i chwały Wszechmocnego Boga, a nie mizernej siły demonów. To Bóg ma moc zniszczyć człowieka, którego stworzył (Rdz 6,7). On także jest „pochłaniającym ogniem” (Hbr 12,29). Dlaczego zatem Jezus mówi o nim „Ten”, nie zaś „Ojciec”? Według mnie, zrobił to, aby nie łączyć owego ciepłego i emocjonalnie bliskiego określenia (Abba), z tym, co niektórzy teologowie nazywają „dziwnym dziełem Boga”. Jest jednak jeszcze jeden, bardziej wyrafinowany powód, dla którego Jezus mógł się posłużyć tym zaimkiem. Chrystus twierdzi w innych miejscach, że to On sam będzie sądził narody i wysyłał „przeklętych” do piekła (Mt 25,41; por. 1 Kor 5,10). Z kolejnych wersetów wynika, że On wraz z Ojcem, stanowiąc Jedno, będą sądzić (Dz 17,31; Ap 6,16 nn).
***
Na domiar wszystkiego, akcent przypowieści pada na grzech zaniedbania, nie na jakiś grzech, który się realizuje konkretnym czynem. Chodzi więc o to, czego nie zrobiliśmy, a nie o to, co komu wyrządziliśmy. Niewywiązanie się z obowiązku nakarmienia domowników, nierozważne gospodarowanie olejem do lamp, nieumiejętność posługiwania się talentami i nieokazanie miłości wobec braci jednym słowem, ZANIEDBANIA! To wystarczy, by znaleźć się w tym samym miejscu, w którym będą przebywać obłudnicy (por. Mt 24,51).
***
Można niestety być bardzo zajętym pracą w Kościele, ale wykonywać ją błędnie, w złym czasie, ze złą motywacją, w złym celu i z niewłaściwymi ludźmi. W dalekosiężnej perspektywie liczy się więc nie ilość, ale jakość naszej służby.
***
Najgorszym losem chrześcijanina, który szczerze trudzi się w służbie dla Pana, będzie stwierdzenie, że jego starania poszły na marne, że nie były wystarczająco dobre i trwałe, jednak taki człowiek wejdzie do Bożego Królestwa, pomimo że nie udało mu się zbudować niczego wartościowego.
Jednak to nie jest najgorszy bieg wydarzeń dla „chrześcijanina", który z własnej woli trwa w grzechu, prowadzi życie wg swej starej natury lub jedynie w nowy sposób dogadza swojej starej naturze.
***
Przypis wydawcy: <<Autor bazując na semantyce popularnego przekładu, domyślnie zakłada, że Jezus zstępując do Otchłani, głosił tam Ewangelię. Jednak przekaz biblijny tego nie mówi. Jezus zstąpił do Otchłani, aby tam coś ogłosić, ale nie chodziło tu o Dobrą Nowinę. To subtelne rozminięcie się z treścią zapisu 1 P 3,19-20 skutkuje dalszym dość skomplikowanym wywodem, który wręcz zdaje się przeczyć innym poglądom Autora. Rzecz w istocie wydaje się znacznie prostsza, co doskonale widać w Nowym Przekładzie Dynamicznym: „Przecież również sam Chrystus został kiedyś umęczony za nasze grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych. Uczynił to, aby wprowadzić was przed Boży Majestat. W ten sposób, w swojej doczesnej ludzkiej naturze, pokonał śmierć, a ożywiony w Duchu, poszedł oznajmić swój triumf także tym niematerialnym bytom, które pod strażą czekają na Dzień Sądu. Należą do nich duchy wszystkich ludzi, którzy na wzór naszych poprzedników z czasów Noego, nie okazali Bogu posłuszeństwa, chociaż Najwyższy cierpliwie na to czekał.” (1 P 3,19-20 NPD)>>
***
Wiara i rozum współistnieją w doskonały sposób, ale w niektórych sprawach to wiara musi się stać przewodnikiem rozumu, inaczej bowiem droga, którą pójdzie rozum, okaże się ślepa i nigdy nie dojdziemy do ostatecznego celu.
***
Jaka to kara? Na zawsze utracić istnienie czy też na zawsze istnieć? Pismo św. wypowiada się w tej sprawie jednoznacznie, mówiąc o diable, że będzie on „cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków” (Ap 20,10). Nie wystarczy wzruszyć na ten werset ramionami jako „trudny” (tylko dlatego, że nie pasuje do jakiejś konkretnej teorii) albo „symboliczny” (bez wyjaśnienia, cóż takiego symbolizuje), jak to mają w zwyczaju czynić anihilacjoniści (cytuję tu z ich konkretnych wypowiedzi bez podawania autorów). Jeśli język cokolwiek znaczy, to diabeł i jego aniołowie w istocie doświadczą niekończących się cierpień w piekle”.
Inni są gotowi przyznać, że taki los czeka upadłych aniołów, zaprzeczają jednak, że stanie się on również udziałem upadłych ludzi. Czy Pismo św. daje podstawy do takiego rozgraniczenia? Czy też raczej mówi o takim samym losie wszystkich upadłych istot, czy to niebieskich, czy ziemskich?
***
Niewielu ludzi dobrowolnie wybrałoby piekło (taki wybór byłby skrajną formą masochizmu) . Jednak wielu zdecydowało się iść drogą, która tam prowadzi czy to dlatego, że nie zdają sobie z tego sprawy, czy też nie wierzą, że zostaną ukarani, wielu bowiem ludzi nie traktuje swoich grzechów jako wystarczająco ciężkich, by zostać skazanymi na taki los (oddaje to powszechna konstatacja „przecież nikt nie jest doskonały”). Być może twierdzą nawet, że ich obecne słabości nie sprawiają nikomu krzywdy, dlatego są niewinne. Kiedy odkryją, jak wstrętna była ich postawa i postępowanie z punktu widzenia Boga, przeżyją ogromny szok.
***
Ci ludzie, którzy nie usłyszeli Ewangelii, znajdą się w grupie tych, „którzy nie znają Boga” (czyli nie trwają w relacji z Najwyższym) a ten fakt zakłada, że mieli możliwość nawiązania jakiejś relacji z Bogiem, choć nikt nie powiedział im o Jego Synu. Wszyscy ludzie bowiem uzyskali dostęp...
***
Ponadto nasza postawa wobec piekła określa nasze rozumienie samego Boga. Niewiara, iż ktokolwiek może zostać wrzucony do piekła ostatecznie tworzy bardziej sentymentalny niż biblijny obraz Boga, który istnieje, i który objawił się w Jezusie. „Kochający Ojciec” (Bóg rzeczywiście nim jest) zasłoni „suwerennego Króla” i „bezstronnego Sędziego” (Bóg także nimi jest). Teologia redukcjonistyczna deformuje informacje zawarte w Nowym Testamencie, nie wspominając o pozostałych aspektach Pisma Świętego.
***
W oczach Pana osobista świętość wierzącego ma znacznie większą wartość niż jego efektywność służby.
***
„Nasi przyjaciele, którzy pragnęliby pozbyć się kary wiecznej, powinni zaprzestać dowodzenia przeciwko Bogu, a raczej okazać posłuszeństwo Bożym nakazom, póki jeszcze czas”.
Augustyn z Hippony (O państwie Bożym)
David Pawson - Piekło istnieje... Naprawdę!
czwartek, 15 marca 2018
Udręka
Pozostawmy więc Jemu określenie czasu trwania udręki, a sami tylko módlmy się i
żyjmy bogobojnie, gdyż naszym zadaniem jest powrót do życia cnotliwego,
natomiast dziełem Bożym jest uwolnienie nas od utrapień.
W porównaniu z tobą, poddanym dzisiaj próbie, Bóg bardziej chce ugasić ogień, oczekując twojego zbawienia. Wiedz, że tak, jak z samozaspokojenia narodziły się utrapienia, tak po czasie utrapień trzeba oczekiwać spokoju. Nie zawsze jest zima i nie zawsze jest lato; nie stale morze jest wzburzone i nie stale panuje cisza. Noc, jak i dzień nie trwają wiecznie, podobnie i trwoga, Nadejdzie czas spokoju, jeśli tylko w czasie udręki nie zapomnimy o składaniu dziękowań Bogu. Wrzuceni do pieca trzej młodzieńcy nie przestraszyli się płomieni i nie pozbyli się bogobojności; objęci ogniem, wznosili święte modlitwy z większą serdecznością niż ci, którzy bezpiecznie siedzieli w pałacu. Płomień był dla nich ścianą, ogień ich odzieżą, a piec źródłem. Związani byli, gdy wrzucono ich do pieca, a wyszli uwolnieni z więzów. Ogień objął ciała śmiertelne, ale je nie tknął, jakby były nieśmiertelnymi; nie rozpoznał natury, ale uszanował pobożność. Tyran związał nogi, a nogi obezwładniły siłę ognia. O cudowne zdarzenie! Uwięzionych uwolnił ogień, a uwolnieni uwięzili płomienie. Pobożność młodzieńców zmieniła naturę rzeczy, a właściwie, nie zmieniła natury, ale, co jest bardziej zadziwiające, zmieniła jej istotę. (Pobożność) nie tyle zgasiła płomień, ale pozostawiwszy go odebrała mu jego moc. Ponadto, cudowne i dziwne jest, że (płomień) nie tylko nie tknął ciał świętych, ale także nie ruszył ich ubrań i butów. Tutaj buty młodzieńców zgasiły ogień, a niegdyś w czasach apostołów, ubranie Pawła odpędzało szatana i choroby, a cień Piotra przeganiał śmierć. Nie wiem, jak to ująć, gdyż żadne słowa nie opiszą tego cudu. A płomień przygasał i rozpalał się. Przygasał, gdy dochodził do ciał świętych młodzieńców, natomiast rozpalał się, gdy trzeba było ich uwolnić z więzów; w końcu zniszczył więzy, ale nie dotknął pięt. Widzisz tę zbieżność? Ogień nie stracił swojej mocy, ale też nie ośmielił się sięgnąć dalej niż okowy. Tyran związał, a ogień uwolnił, abyś mógł poznać brutalność barbarzyńcy i pokorność żywiołu. Dlaczego prześladowca związał ich, zamierzając wrzucić w ogień? Aby wspaniałym był cud, żeby zadziwiającym był znak, abyś zdarzenia nie uznał za złudzenie wzroku. Jeśliby ogień nie był ogniem, nie spaliłby więzów, a co istotniejsze, nie Spaliłby żołnierzy stojących przed piecem. Tymczasem, swoją moc okazał paląc Stojących obok pieca, a swoją pokorność okazał wobec znajdujących się wewnątrz pieca. Zwróć uwagę, że diabeł, zbrojąc się przeciwko Bożym sługom, niszczy swój oręż, przecież nie za sprawą swojej woli. Dzieje się tak, albowiem Przemądry i Najskuteczniejszy Bóg obraca diabelski oręż i podstęp przeciwko jemu samemu; tak właśnie tam się stało. Szatan, pod którego podszeptami działał tyran, nie dopuścił, aby świętych ściąć mieczem, ani rzucić bestiom na pożarcie, ani innym sposobem uśmiercić; podsunął pomysł, aby wrzucić ich w ogień, który sprawi, że nie zachowa się najmniejsza cząstka świętych młodzieńców, gdyż prochy spalonych ciał zmieszają się z popiołem drewna.Jednak Bóg spowodował, że ten zamysł, jak to opisałem, obrócił się przeciwko niewiernym.
Ogień jest bogiem u Persów; barbarzyńcy, do dzisiaj mieszkający w tamtych stronach, także oddają jemu pokłon. Bóg, chcąc zniszczyć naturę pogańskiego obyczaju, dozwolił na wybór tego rodzaju kaźni; tym samym, w obecności wszystkich czczących ogień, pozwolił swoim sługom odnieść zwycięstwo, udowadniając zarazem, że bogowie pogan boją się nie tylko Boga, ale także sług Bożych.
Św. Jan Chryzostom - Mowy do Antiocheńczyków o posągach
W porównaniu z tobą, poddanym dzisiaj próbie, Bóg bardziej chce ugasić ogień, oczekując twojego zbawienia. Wiedz, że tak, jak z samozaspokojenia narodziły się utrapienia, tak po czasie utrapień trzeba oczekiwać spokoju. Nie zawsze jest zima i nie zawsze jest lato; nie stale morze jest wzburzone i nie stale panuje cisza. Noc, jak i dzień nie trwają wiecznie, podobnie i trwoga, Nadejdzie czas spokoju, jeśli tylko w czasie udręki nie zapomnimy o składaniu dziękowań Bogu. Wrzuceni do pieca trzej młodzieńcy nie przestraszyli się płomieni i nie pozbyli się bogobojności; objęci ogniem, wznosili święte modlitwy z większą serdecznością niż ci, którzy bezpiecznie siedzieli w pałacu. Płomień był dla nich ścianą, ogień ich odzieżą, a piec źródłem. Związani byli, gdy wrzucono ich do pieca, a wyszli uwolnieni z więzów. Ogień objął ciała śmiertelne, ale je nie tknął, jakby były nieśmiertelnymi; nie rozpoznał natury, ale uszanował pobożność. Tyran związał nogi, a nogi obezwładniły siłę ognia. O cudowne zdarzenie! Uwięzionych uwolnił ogień, a uwolnieni uwięzili płomienie. Pobożność młodzieńców zmieniła naturę rzeczy, a właściwie, nie zmieniła natury, ale, co jest bardziej zadziwiające, zmieniła jej istotę. (Pobożność) nie tyle zgasiła płomień, ale pozostawiwszy go odebrała mu jego moc. Ponadto, cudowne i dziwne jest, że (płomień) nie tylko nie tknął ciał świętych, ale także nie ruszył ich ubrań i butów. Tutaj buty młodzieńców zgasiły ogień, a niegdyś w czasach apostołów, ubranie Pawła odpędzało szatana i choroby, a cień Piotra przeganiał śmierć. Nie wiem, jak to ująć, gdyż żadne słowa nie opiszą tego cudu. A płomień przygasał i rozpalał się. Przygasał, gdy dochodził do ciał świętych młodzieńców, natomiast rozpalał się, gdy trzeba było ich uwolnić z więzów; w końcu zniszczył więzy, ale nie dotknął pięt. Widzisz tę zbieżność? Ogień nie stracił swojej mocy, ale też nie ośmielił się sięgnąć dalej niż okowy. Tyran związał, a ogień uwolnił, abyś mógł poznać brutalność barbarzyńcy i pokorność żywiołu. Dlaczego prześladowca związał ich, zamierzając wrzucić w ogień? Aby wspaniałym był cud, żeby zadziwiającym był znak, abyś zdarzenia nie uznał za złudzenie wzroku. Jeśliby ogień nie był ogniem, nie spaliłby więzów, a co istotniejsze, nie Spaliłby żołnierzy stojących przed piecem. Tymczasem, swoją moc okazał paląc Stojących obok pieca, a swoją pokorność okazał wobec znajdujących się wewnątrz pieca. Zwróć uwagę, że diabeł, zbrojąc się przeciwko Bożym sługom, niszczy swój oręż, przecież nie za sprawą swojej woli. Dzieje się tak, albowiem Przemądry i Najskuteczniejszy Bóg obraca diabelski oręż i podstęp przeciwko jemu samemu; tak właśnie tam się stało. Szatan, pod którego podszeptami działał tyran, nie dopuścił, aby świętych ściąć mieczem, ani rzucić bestiom na pożarcie, ani innym sposobem uśmiercić; podsunął pomysł, aby wrzucić ich w ogień, który sprawi, że nie zachowa się najmniejsza cząstka świętych młodzieńców, gdyż prochy spalonych ciał zmieszają się z popiołem drewna.Jednak Bóg spowodował, że ten zamysł, jak to opisałem, obrócił się przeciwko niewiernym.
Ogień jest bogiem u Persów; barbarzyńcy, do dzisiaj mieszkający w tamtych stronach, także oddają jemu pokłon. Bóg, chcąc zniszczyć naturę pogańskiego obyczaju, dozwolił na wybór tego rodzaju kaźni; tym samym, w obecności wszystkich czczących ogień, pozwolił swoim sługom odnieść zwycięstwo, udowadniając zarazem, że bogowie pogan boją się nie tylko Boga, ale także sług Bożych.
Św. Jan Chryzostom - Mowy do Antiocheńczyków o posągach
czwartek, 1 lutego 2018
Łaska i pokój
Mój tata
przypominał wielu z nas; teologia i jego serce nie szły w parze. Na papierze
potrafił przekonać samego siebie: „Jestem wolny, jestem zwycięzcą; wiem, że Bóg
mnie kocha”. Ale w sercu nigdy nie był do tego w pełni przekonany.
Pomagało mu dalsze zagłębianie się w twórczość purytanów, o czym rozmawialiśmy podczas naszej ostatniej konwersacji. Tata z chytrym uśmiechem wyciągnął książkę i powiedział:
-Czytam nawet Jana Kalwina. Chcę zrozumieć Boży pokój najlepiej, jak potrafię.
Tata nie czułby się dobrze, gdyby ludzie dowiedzieli się, że czyta Kalwina, ale chrześcijanin, który chciał głębiej poznać Bożą łaskę mógł być pewien, że Kalwin pięknie ten temat ujął w swoich dziełach.
Tata powiedział mi, że nie wierzy w twierdzenie „raz zbawiony, zbawiony na zawsze”, które przypisuje się Kalwinowi. Czytał natomiast Kalwina ze względu na jego głębokie zrozumienie zakresu łaski i pewności Chrystusowego dzieła, jakie dla nas wykonał. Tata świadomie próbował pozbyć się wewnętrznego głosu, który mówił: „Nie jestem wystarczająco dobry. Bóg mnie nie kocha, muszę robić więcej". Zawsze potrafił uciec z tej walki za pomocą większej pewności, większego poświęcenia, większej odwagi, pełniejszego poddania się Bożym celom na ziemi, ale teraz te drogi ucieczki już dla niego nie istniały. Musiał znaleźć prawdziwą łaskę, coś, co było poza jego umysłem i emocjami.
Wierzę, że Boża łaska spoczęła na tacie pewnego dnia, gdy opadał z sił. Roger Hayslip musiał zabrać go do szpitala, a tata zapomniał swoich butów. Gdy dreptał po szpitalu w skarpetkach, jakiś pacjent zatrzymał się i powiedział uprzejmie:
Pomagało mu dalsze zagłębianie się w twórczość purytanów, o czym rozmawialiśmy podczas naszej ostatniej konwersacji. Tata z chytrym uśmiechem wyciągnął książkę i powiedział:
-Czytam nawet Jana Kalwina. Chcę zrozumieć Boży pokój najlepiej, jak potrafię.
Tata nie czułby się dobrze, gdyby ludzie dowiedzieli się, że czyta Kalwina, ale chrześcijanin, który chciał głębiej poznać Bożą łaskę mógł być pewien, że Kalwin pięknie ten temat ujął w swoich dziełach.
Tata powiedział mi, że nie wierzy w twierdzenie „raz zbawiony, zbawiony na zawsze”, które przypisuje się Kalwinowi. Czytał natomiast Kalwina ze względu na jego głębokie zrozumienie zakresu łaski i pewności Chrystusowego dzieła, jakie dla nas wykonał. Tata świadomie próbował pozbyć się wewnętrznego głosu, który mówił: „Nie jestem wystarczająco dobry. Bóg mnie nie kocha, muszę robić więcej". Zawsze potrafił uciec z tej walki za pomocą większej pewności, większego poświęcenia, większej odwagi, pełniejszego poddania się Bożym celom na ziemi, ale teraz te drogi ucieczki już dla niego nie istniały. Musiał znaleźć prawdziwą łaskę, coś, co było poza jego umysłem i emocjami.
Wierzę, że Boża łaska spoczęła na tacie pewnego dnia, gdy opadał z sił. Roger Hayslip musiał zabrać go do szpitala, a tata zapomniał swoich butów. Gdy dreptał po szpitalu w skarpetkach, jakiś pacjent zatrzymał się i powiedział uprzejmie:
- Proszę, niech pan
weźmie moje buty. Ja dostanę drugą parę.
Tata całe życie poświęcił, pomagając innym, czego częścią było jego słynne oddanie butów dziecku z ulic Nowego Jorku. Teraz, gdy tata najbardziej tego potrzebował, wydawało się, że Bóg prosi go, żeby przyjął tę samą, kochającą łaskę.
Przyjął. W ostatnich dniach swojego życia tata zwracał się w stronę ludzi nie po to, by dawać, ale by otrzymywać. Stał się bardziej przyjacielem ludzi, cieszył się innymi i tym, że ich potrzebował. W końcu chyba przyjął fakt, że nie miał już żadnych gór do zdobycia, więc teraz mógł dzielić się z innymi otwartym sercem, na tyle, na ile był w stanie.
Zaczął regularnie dzwonić do wujka Dona i cioci Ruth, słuchając i zadając wiele pytań.
- Dzwonił, żeby po prostu porozmawiać, czego nigdy wcześniej nie robił - mówi wujek Don. - Pytał o mój artretyzm, a ja pytałem, jak sobie radzi. Wiem, że z Ruth prowadził długie rozmowy telefoniczne.
Tata całe życie poświęcił, pomagając innym, czego częścią było jego słynne oddanie butów dziecku z ulic Nowego Jorku. Teraz, gdy tata najbardziej tego potrzebował, wydawało się, że Bóg prosi go, żeby przyjął tę samą, kochającą łaskę.
Przyjął. W ostatnich dniach swojego życia tata zwracał się w stronę ludzi nie po to, by dawać, ale by otrzymywać. Stał się bardziej przyjacielem ludzi, cieszył się innymi i tym, że ich potrzebował. W końcu chyba przyjął fakt, że nie miał już żadnych gór do zdobycia, więc teraz mógł dzielić się z innymi otwartym sercem, na tyle, na ile był w stanie.
Zaczął regularnie dzwonić do wujka Dona i cioci Ruth, słuchając i zadając wiele pytań.
- Dzwonił, żeby po prostu porozmawiać, czego nigdy wcześniej nie robił - mówi wujek Don. - Pytał o mój artretyzm, a ja pytałem, jak sobie radzi. Wiem, że z Ruth prowadził długie rozmowy telefoniczne.
Gary Wilkerson - David Wilkerson (Biografia) - Krzyż, sztylet, i człowiek, który uwierzył
wtorek, 10 października 2017
Upadek cywilizacji
Niedawno przeczytałem ponownie wyjaśnienia upadku Cesarstwa Rzymskiego przedstawione
przez wielkiego historyka Edwarda Gibbona, który nie jest chrześcijaninem. Jego wyjaśnienia
zrobiły na mnie ogromne wrażenie. A jeśli te wyjaśnienia nie są słuszne również w odniesieniu do obecnej
sytuacji naszego kraju, znaczy to, że jestem kompletnym ignorantem! (Wielka Brytania 1966r.) Oto pięć podanych przez
niego powodów upadku Rzymu:
1. Gwałtowny wzrost rozwodów, „podkopujący godność i świętość domu, który stanowi podstawę społeczeństw ludzkich” nie mówię tego ja, niewiele znaczący kaznodzieja ewangeliczny, ale wielki Edward Gibbon i oczywiście ma rację. Dom jest fundamentalną cząstką każdego społeczeństwa i jeśli następuje upadek domu, prędzej czy później wszystko się rozsypie.
2. „Coraz wyższe podatki i wydawanie środków publicznych na chleb i igrzyska".
3. „Szalona pogoń za przyjemnością i sportem. Z roku na rok sport staje się coraz bardziej podniecający i brutalny”.
4. „Gigantyczne zbrojenia, podczas gdy prawdziwym wrogiem była dekadencja rozwijająca się w samych ludziach”.
5. „Upadek wiary religijnej. Wiara stała się zaledwie formą i straciła wszelki kontakt z rzeczywistością”.
Cesarstwo Rzymskie było wspaniałą cywilizacją. Rzymianie byli prawdopodobnie największymi ekspertami świata w sprawach lokalnych rządów i systemów prawnych. System rzymski to była prawdziwa cywilizacja. Dodajmy do tego cywilizację grecką, która ledwo przeminęła i widzimy kulminację, szczyt ludzkich osiągnięć. Ale co się z tym wszystkim stało? Cesarstwo Rzymskie zostało pokonane przez barbarzyńców Gotów i Wandalów, przez nieuków i ignorantów. W jaki sposób pokonali oni tę wspaniałą cywilizację? Gibbon odpowiada, że to zepsucie wewnątrz samej cywilizacji, osłabiło i zniszczyło Cesarstwo. I to jest właśnie - powtórzę - historia ludzkiej cywilizacji.
Wszystkie ludzkie systemy upadały dlatego, że problemy wynikają z samych ludzi i żadne zewnętrzne zasady, prawa czy regulacje nie mogą tego zmienić. Nie potrzebujemy lepszych praw, potrzebujemy lepszej natury. Nie potrzebujemy lepszych instrukcji, ale lepszego ducha i lepszych pragnień. Dlatego też cała ludzka historia do niczego nie dochodzi. A jednak ziemskie władze zabraniają głoszenia ewangelii - jedynej rzeczy, która mogłaby uratować sytuację.
1. Gwałtowny wzrost rozwodów, „podkopujący godność i świętość domu, który stanowi podstawę społeczeństw ludzkich” nie mówię tego ja, niewiele znaczący kaznodzieja ewangeliczny, ale wielki Edward Gibbon i oczywiście ma rację. Dom jest fundamentalną cząstką każdego społeczeństwa i jeśli następuje upadek domu, prędzej czy później wszystko się rozsypie.
2. „Coraz wyższe podatki i wydawanie środków publicznych na chleb i igrzyska".
3. „Szalona pogoń za przyjemnością i sportem. Z roku na rok sport staje się coraz bardziej podniecający i brutalny”.
4. „Gigantyczne zbrojenia, podczas gdy prawdziwym wrogiem była dekadencja rozwijająca się w samych ludziach”.
5. „Upadek wiary religijnej. Wiara stała się zaledwie formą i straciła wszelki kontakt z rzeczywistością”.
Cesarstwo Rzymskie było wspaniałą cywilizacją. Rzymianie byli prawdopodobnie największymi ekspertami świata w sprawach lokalnych rządów i systemów prawnych. System rzymski to była prawdziwa cywilizacja. Dodajmy do tego cywilizację grecką, która ledwo przeminęła i widzimy kulminację, szczyt ludzkich osiągnięć. Ale co się z tym wszystkim stało? Cesarstwo Rzymskie zostało pokonane przez barbarzyńców Gotów i Wandalów, przez nieuków i ignorantów. W jaki sposób pokonali oni tę wspaniałą cywilizację? Gibbon odpowiada, że to zepsucie wewnątrz samej cywilizacji, osłabiło i zniszczyło Cesarstwo. I to jest właśnie - powtórzę - historia ludzkiej cywilizacji.
Wszystkie ludzkie systemy upadały dlatego, że problemy wynikają z samych ludzi i żadne zewnętrzne zasady, prawa czy regulacje nie mogą tego zmienić. Nie potrzebujemy lepszych praw, potrzebujemy lepszej natury. Nie potrzebujemy lepszych instrukcji, ale lepszego ducha i lepszych pragnień. Dlatego też cała ludzka historia do niczego nie dochodzi. A jednak ziemskie władze zabraniają głoszenia ewangelii - jedynej rzeczy, która mogłaby uratować sytuację.
dr Martyn Lloyd-Jones - Autentyczne chrześcijaństwo - tom 3
poniedziałek, 29 maja 2017
Transpozycja
Opowiedzmy bajkę. Wyobraźmy sobie, że pewna kobieta zostaje
wtrącona do lochu i tam rodzi oraz wychowuje syna. Chłopiec dorasta, widząc
wokół siebie tylko mury lochu, słomę na podłodze i niewielki skrawek nieba za
okratowanym okienkiem, umieszczonym zbyt wysoko, aby zobaczyć przez nie cokolwiek innego. Nieszczęsna kobieta jest
plastyczką i w chwili aresztowania udaje jej się przemycić blok rysunkowy i
pudełko kredek. Nie tracąc nadziei na uwolnienie, opowiada synowi o zewnętrznym
świecie, którego nigdy nie oglądał. W dużej mierze pomaga sobie obrazkami.
Rysuje mu pola, rzeki, góry, miasta, fale i plażę. On pilnie słucha i ze
wszystkich sił stara się uwierzyć, że zewnętrzny świat jest o wiele ciekawszy i
wspanialszy niż to, co widzi w lochu. Czasami mu się udaje. W zasadzie pojmuje
wszystko stosunkowo dobrze, lecz pewnego dnia mówi coś, co zmusza matkę do
zastanowienia. Przez minutę lub dwie nie mogą się dogadać. Aż w końcu
dociera do niej, że przez wszystkie lata chłopak żył w błędzie. „Myślisz, że w
realnym świecie są linie zakreślone kredką?”, pyta go. „A nie?" dziwi się
chłopak. "Nie ma śladu kredek?”. Nagle koncepcja realnego świata zaczyna napawać
go przerażeniem. Nie ma pojęcia, co zastępuje linie, które były tylko transpozycją kołyszących się drzew, światła migoczącego na wodzie, kolorowej,
trójwymiarowej rzeczywistości, która nie jest zakreślona liniami, lecz w każdej
chwili tworzy własne kształty, tak subtelne i różnorodne, że nie jest tego w
stanie oddać żaden rysunek. Dochodzi do przekonania, że świat realny musi być w
pewnym sensie mniej widzialny, mniej oczywisty niż matczyne rysunki. A przecież
rzeczywistość nie ma linii obrysowujących, bo sama w sobie jest
nieporównywalnie bardziej oczywista i widzialna. Z nami jest podobnie. „Jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy”, ale możemy
mieć pewność, że będziemy czymś więcej a nie mniej niż na ziemi. Nasze
naturalne przeżycia (zmysłowe, emocjonalne i te z wyobraźni) przypominają
rysunki kreską na płaskim papierze i jeśli w życiu wyższym ich nie będzie, to
tak jak nie ma linii kredek w naturalnym krajobrazie - ale nie znikną jak płomyk świecy, który został zdmuchnięty, lecz jak płomień, którego blask zniknął,
bo ktoś rozsunął zasłony i wpuścił do wnętrza promienie wschodzącego słońca.
Można do tego podejść od dowolnej strony. Można powiedzieć, że dzięki
transpozycji nasze człowieczeństwo, nasze zmysły i inne rzeczy mogą być
przekaźnikami piękna. Można też powiedzieć, że dzięki transpozycji niebiańskie
piękno znalazło ucieleśnienie na tym świecie i w naszym doczesnym życiu. Ten
drugi sposób wydaje się lepszy. Nasze obecne życie jest miniaturą, symbolem,
uproszczeniem, czymś w rodzaju „Wegetariańskiego”, substytutu. Jeśli ciało i
krew nie są w stanie przyjąć Królestwa, to nie dlatego, że są zbyt konkretne,
zbyt oczywiste, zbyt wyraźne, zbyt „spełnione w swoim istnieniu”. One są zbyt nietrwałe,
przemijalne i nierzeczywiste.
C.S. Lewis - Brzemię chwały
C.S. Lewis - Brzemię chwały
środa, 3 maja 2017
Reformacja - 500 lat
Jeżeli zamierzamy posługiwać się terminem „reformacja", to powinniśmy je
uściślić. Była reformacja w szesnastym wieku i wiele innych reformacji, ale czym
one były? Każda reformacja, jaka kiedykolwiek miała miejsce w życiu kościoła;
każda reformacja, która wnosiła nowe życie, moc i energię do kościoła,
jednocześnie wywierając wpływ na życie ludzi, wynikała z powrotu do Nowego
Testamentu. Dlatego, że staram się pokazać, iż powrót do Biblii jest naszą
jedyną nadzieją, podjąłem ten temat. Świat, w
którym żyjemy, jest bardzo stary i ma długą historię. Gdyby tylko
współcześni ludzie przeczytali trochę z jego historii, wiele z ich
nierozsądnych pomysłów i wniosków musiałoby zostać skorygowanych. Twierdzenie, że problemy ludzkości różnią się od tych z przeszłości,
jest jedną z najbardziej absurdalnych nauk. Różnią się? Ludzie w ogóle
się nie zmienili. Są tacy, jakimi zawsze byli. Problemy Imperium
Rzymskiego w jego końcowej fazie istnienia, były takie same jak te, z
którymi teraz boryka się Zachód. Oczywiście przejawiają się one w nieco
odmienny sposób. Mieszkańcy Rzymu podróżowali wtedy rydwanami; teraz
latają samolotami. Ale to nie ma znaczenia. Pytanie brzmi: „Czym się
zajmują?” Kiedy zaczniecie to analizować, znajdziecie wiele podobieństw Rzymianie ucztowali, interesowali
się dietami, jedzeniem, piciem, tańcem i seksem. Wszystko to znajdziemy i
dzisiaj, nawet perwersje. Świat jest dokładnie taki sam jak był w pierwszym
wieku, za dni naszego Pana.
Widzimy w nim tę samą dekadencję, tę samą niemoralność, tę samą rozpustę, ten
sam brak nadziei, ten sam strach.
A jedynym źródłem dobra w tym świecie była i jest ta Ewangelia. W Dziejach Apostolskich czytamy, że członkowie pierwszego kościoła, a w szczególności kaznodzieje „uczynili zamęt w całym świecie” (Dzieje Apostolskie 17:6). Nic nie wywarło na Imperium Rzymskie większego Wpływu niż chrześcijaństwo. Grecy mieli wielkich filozofów, którzy żyli, działali i umarli przed narodzeniem się Jezusa Chrystusa -tak więc nauka osiągnęła wyżyny. Rzymianie byli ekspertami w sztuce rządzenia, szczególnie jeśli chodzi o rządy lokalne. Nawet w dzisiejszych czasach system prawny wielu państw opiera się na prawie rzymskim. Rzymianie słynęli z prawa, porządku, umiejętności rządzenia i robili wszystko, co możliwe, aby poprawić los ludzi, tworząc pewnego rodzaju utopię. Starożytni bardzo interesowali się utopiami. Ale ponieśli całkowitą klęskę.
I właśnie w tamtym starym świecie nastąpiło zjawisko zwane kościołem chrześcijańskim. Wszystko zaczęło się od niesamowitych wydarzeń w dniu Pięćdziesiątnicy. Apostołowie i ci, którzy z nimi przebywali, modlili się razem w wieczerniku, kiedy nagle zstąpiła na nich moc Ducha Swiętego. Nie miało to nic wspólnego z tym, co robili; to nie było przez nich zorganizowane; nie wynikało z decyzji podjętej wiele miesięcy wcześniej, że należy zorganizować wielką kampanię i powołać komitety do jej planowania. Nie. Pozbawieni nadziei i słabi ludzie modlili się i czekali aż nagle zstąpiła na nich ogromna moc i wtedy zaczęli zwiastować. Trzy tysiące ludzi dostąpiło zbawienie po kazaniu wygłoszonym przez Piotra. „Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni" -właśnie taki był kościół.
Co w takim razie wiemy o tym kościele? Po pierwsze dowiadujemy się, że tamci ludzie „trwali w nauce apostolskiej" i wyjaśniliśmy już, dlaczego jej potrzebowali. Teraz powinniśmy przyjrzeć się kolejnej przyczynie ich zgromadzeń, która jest dla nas jednakowo ważna: „I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie." Chciałbym pokazać wam obraz kościoła chrześcijańskiego i społeczenstwa chrześcijańskiego, ponieważ w nich spoczywa jedyna nadzieja dla świata. Czytacie gazety czy one napawają was nadzieją? Interesujecie się polityką, ale czy znajdziecie w niej rozwiązanie moralnych problemów społeczeństwa? Być może uda się wam rozwiązać problemy w przemyśle, ale to się nie powiedzie, gdy wszyscy będą pracować coraz mniej za coraz większe wynagrodzenie. Tak właśnie upadł Rzym. Wszyscy chcieli spędzać czas w swoich wannach -a kiedy było się bardzo bogatym, to można było mieć nawet złotą wannę! Destrukcja przebiegała stopniowo. Imperium Rzymskie upadło i Zachód także chyli się ku upadkowi.
Dzisiejsza tragedia polega na tym, że ludzie mówią: „Nie ma znaczenia w co wierzymy, o ile trwamy W jedności - katolicy, protestanci i wszyscy inni. Różnice nie mają znaczenia, wszyscy jesteśmy jednością. Zjednoczmy się - nawet ci, którzy są wyznawcami innych religii świata. Zwołajmy wielki światowy kongres. Połączmy wszystkie religie. Świat śmieje się z tego iw tym akurat ma rację. Nie na tym polega chrześcijaństwo. Nie na tym polega wspólnota i jedność.
Ludzkie wyobrażenia na temat tego, co prowadzi do powstania „wspólnoty", mogą być dość mylne. Niektórzy postrzegają wspólnotę jako zjawisko społeczne. Taką tezę często głosi kościół i chciałbym się jej sprzeciwić, ponieważ nie ma to nic wspólnego z chrześcijaństwem. Ludzie uważają, że wspólnota polega na wypiciu razem filiżanki herbaty i zjedzeniu ciastka. Znam też innych ludzi, którzy myślą o wspólnocie w następujący sposób: na końcu lub w trakcie nabożeństwa, pastor mówi: „Teraz wszyscy weźmy udział we wspólnocie” i prosi, aby uścisnąć dłoń ludzi siedzących obok nas i wszyscy ściskają sobie dłonie. Wspaniała wspólnota! Takie są wyobrażenia ludzi na temat wspólnoty - powierzchowna przyjaźń, uprzejmość i jowialność. W taki sposób zostało wypaczone pojęcie „wspólnoty”. Pamiętam ewangelicznego kaznodzieje, który opowiadał mi o pewnym człowieku, który nie był wierzący i wyznawał dość liberalne poglądy. Kaznodzieja powiedział do mnie: „Czasami wydaje mi się, że mam więcej wspólnego z nim, niż z wieloma wierzącymi.” „No cóż”, odpowiedziałem, „to zależy, co rozumiesz przez wspólnotę. Jeżeli uważasz, że jest milszy od wierzących, to się z tobą zgodzę, ale nie na tym polega wspólnota." To, że ten człowiek jest miły, grzeczny i uprzejmy wcale nie oznacza, że możesz trwać z nim we wspólnocie. Możesz z nim spędzić cały dzień i nie pokłócić się na żaden temat, ale nie na tym polega wspólnota.
Co więcej, pozwólcie, że podkreślę, że wspólnota nie może być utożsamiana z instytucjonalizmem, który moim zdaniem odstrasza wielu ludzi od kościoła chrześcijańskiego. Patrzą na kościół i nie widzą w nim nic, poza wielką instytucją, wielką organizacją. To dotyczy nie tylko kościoła rzymskokatolickiego, ale także protestanckiego. Przyjrzyjcie się współczesnemu kościołowi katolickiemu i protestanckiemu w Wielkiej Brytanii. Czy to samo Widzicie w Dziejach Apostolskich? Czy istnieje tam ktoś taki jak papież? Czy możesz mieć wspólnotę z papieżem? Spójrz ile wymogów protokolarnych musisz spełnić, aby go zobaczyć. Spójrz na ludzi przyglądających mu się z daleka, dla których zaszczytem jest ucałowanie jego pierścienia. Czy to jest wspólnota? Nie. Właśnie z tego powodu ludzie są poza kościołem i dlatego nie chcą słyszeć o chrześcijaństwie. Patrzą na to i nie chcą tego. I ja jestem tu po to, aby powiedzieć, że także tego nie chcę. Chrześcijaństwo nie jest instytucją, do której mogą należeć wszyscy bez wyjątku. Bóg mi świadkiem, że jestem zmęczony mężami stanu, którzy za życia nigdy nie przekroczyli progów kościoła, ale chcą, aby na ich pogrzebie śpiewano chrześcijańskie hymny. Protestuję w imieniu Boga! Zarzucają nam, że jesteśmy hipokrytami, ale czy to nie jest czysta hipokryzja? Dlaczego chcą chrześcijańskich hymnów na pogrzebach? Dlaczego nie śpiewają ich, gdy są żywi? Kościół jest na tyle bezmyślny, że pozwala się wykorzystywać, ale to nie ma nic wspólnego z nowotestamentowym chrześcijaństwem. To w Dziejach Apostolskich widzimy prawdziwą wspólnotę.
Cóż więc ona znaczy? Sprawdziłem definicję tego słowa i znalazłem tam stwierdzenia: „głęboka więź", „prawdziwa społeczność", „bliski związek, którego najlepszym przykładem jest małżeństwo”. Tego słowa używa się również dla określenia „partnerstwa w biznesie”. Prawdziwa wspólnota nigdy nie jest czymś powierzchownym. Jest głęboka i ważna. Staje się najważniejszą rzeczą w życiu. Kiedy ludzie zostają chrześcijanami, tworzą jedność. Stają się członkami wspólnoty. Razem tworzą rodzinę. Są połączeni nierozerwalnymi więzami.
Gdzie był kościół w tamtych czasach? Można było go
znaleźć wśród prastarych ludzi zwanych Waldezjanami, Żyjącymi na północy Włoch.
Oni spoty kali się po domach, a kiedy im na to nie pozwalano, gromadzili się w
jaskiniach, wysoko w górach. Wbrew wszystkiemu spotykali się w małych grupach.
To był kościół. Później w Czechach byli również zwolennicy Jana Husa; zwolennicy
Johna Wycliffe'a w Anglii, a to wszystko jeszcze zanim miała miejsce reformacja
protestancka. Na tym polega istota kościoła. Nie jest on wielką instytucją, ale
składa się z prostych ludzi, którzy uwierzyli w prawdę, poznali Pana, trwają w
jego nauce i razem się modlą. Później nastąpiła reformacja protestancka
i ludzie natychmiast zaczęli ponownie spotykać się w małych grupach. Nieco
później znajdujemy kościół wśród Purytan i we wspaniałej historii szkockich
prezbiterian. Poczytaj o tym, a przekonasz się, czym jest kościół i czym jest
chrześcijaństwo. Zwykle prezbiterianie musieli spotykać się gdzieś
wysoko w górach. Pewnego razu zwiedzałem miejsce zwane Communion Stones na
południu Szkocji, niedaleko Dumfries - jedno z najbardziej niesamowitych miejsc,
w jakich kiedykolwiek byłem. Trzeba było zejść z głównej drogi, przemieszczać
się mniej uczęszczanymi drogami do granicy gospodarstwa rolnego, aż doszło się
do podwórza. Następnie trzeba było iść zboczem wzgórza do przesmyku między
wzniesieniami, za którym rozpościerało się miejsce niemal stworzone do
spotkań, przypominające mały amfiteatr, pośrodku którego stał duży kamień. W tym
właśnie miejscu, w siedemnastym wieku, szkoccy chrześcijanie spotykali się w
niedzielne popołudnia, aby spożywać Wieczerzę Pańską. Jeden lub dwóch ludzi
stało na czatach przy przesmyku, aby ostrzec pozostałych przed angielskimi
żołnierzami, którzy mogli ich aresztować. To byli prości, nic nie znaczący
ludzie, ale w swoich sercach mieli Bożą łaskę. Ryzykowali Życiem, aby się
spotykać, ale ich życie było przemienione i dlatego byli gotowi na spotkanie ze
swoim Bogiem.
dr Martyn Lloyd-Jones - Autentyczne Chrześcijaństwo tom 1
A jedynym źródłem dobra w tym świecie była i jest ta Ewangelia. W Dziejach Apostolskich czytamy, że członkowie pierwszego kościoła, a w szczególności kaznodzieje „uczynili zamęt w całym świecie” (Dzieje Apostolskie 17:6). Nic nie wywarło na Imperium Rzymskie większego Wpływu niż chrześcijaństwo. Grecy mieli wielkich filozofów, którzy żyli, działali i umarli przed narodzeniem się Jezusa Chrystusa -tak więc nauka osiągnęła wyżyny. Rzymianie byli ekspertami w sztuce rządzenia, szczególnie jeśli chodzi o rządy lokalne. Nawet w dzisiejszych czasach system prawny wielu państw opiera się na prawie rzymskim. Rzymianie słynęli z prawa, porządku, umiejętności rządzenia i robili wszystko, co możliwe, aby poprawić los ludzi, tworząc pewnego rodzaju utopię. Starożytni bardzo interesowali się utopiami. Ale ponieśli całkowitą klęskę.
I właśnie w tamtym starym świecie nastąpiło zjawisko zwane kościołem chrześcijańskim. Wszystko zaczęło się od niesamowitych wydarzeń w dniu Pięćdziesiątnicy. Apostołowie i ci, którzy z nimi przebywali, modlili się razem w wieczerniku, kiedy nagle zstąpiła na nich moc Ducha Swiętego. Nie miało to nic wspólnego z tym, co robili; to nie było przez nich zorganizowane; nie wynikało z decyzji podjętej wiele miesięcy wcześniej, że należy zorganizować wielką kampanię i powołać komitety do jej planowania. Nie. Pozbawieni nadziei i słabi ludzie modlili się i czekali aż nagle zstąpiła na nich ogromna moc i wtedy zaczęli zwiastować. Trzy tysiące ludzi dostąpiło zbawienie po kazaniu wygłoszonym przez Piotra. „Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni" -właśnie taki był kościół.
Co w takim razie wiemy o tym kościele? Po pierwsze dowiadujemy się, że tamci ludzie „trwali w nauce apostolskiej" i wyjaśniliśmy już, dlaczego jej potrzebowali. Teraz powinniśmy przyjrzeć się kolejnej przyczynie ich zgromadzeń, która jest dla nas jednakowo ważna: „I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie." Chciałbym pokazać wam obraz kościoła chrześcijańskiego i społeczenstwa chrześcijańskiego, ponieważ w nich spoczywa jedyna nadzieja dla świata. Czytacie gazety czy one napawają was nadzieją? Interesujecie się polityką, ale czy znajdziecie w niej rozwiązanie moralnych problemów społeczeństwa? Być może uda się wam rozwiązać problemy w przemyśle, ale to się nie powiedzie, gdy wszyscy będą pracować coraz mniej za coraz większe wynagrodzenie. Tak właśnie upadł Rzym. Wszyscy chcieli spędzać czas w swoich wannach -a kiedy było się bardzo bogatym, to można było mieć nawet złotą wannę! Destrukcja przebiegała stopniowo. Imperium Rzymskie upadło i Zachód także chyli się ku upadkowi.
***
Dzisiejsza tragedia polega na tym, że ludzie mówią: „Nie ma znaczenia w co wierzymy, o ile trwamy W jedności - katolicy, protestanci i wszyscy inni. Różnice nie mają znaczenia, wszyscy jesteśmy jednością. Zjednoczmy się - nawet ci, którzy są wyznawcami innych religii świata. Zwołajmy wielki światowy kongres. Połączmy wszystkie religie. Świat śmieje się z tego iw tym akurat ma rację. Nie na tym polega chrześcijaństwo. Nie na tym polega wspólnota i jedność.
Ludzkie wyobrażenia na temat tego, co prowadzi do powstania „wspólnoty", mogą być dość mylne. Niektórzy postrzegają wspólnotę jako zjawisko społeczne. Taką tezę często głosi kościół i chciałbym się jej sprzeciwić, ponieważ nie ma to nic wspólnego z chrześcijaństwem. Ludzie uważają, że wspólnota polega na wypiciu razem filiżanki herbaty i zjedzeniu ciastka. Znam też innych ludzi, którzy myślą o wspólnocie w następujący sposób: na końcu lub w trakcie nabożeństwa, pastor mówi: „Teraz wszyscy weźmy udział we wspólnocie” i prosi, aby uścisnąć dłoń ludzi siedzących obok nas i wszyscy ściskają sobie dłonie. Wspaniała wspólnota! Takie są wyobrażenia ludzi na temat wspólnoty - powierzchowna przyjaźń, uprzejmość i jowialność. W taki sposób zostało wypaczone pojęcie „wspólnoty”. Pamiętam ewangelicznego kaznodzieje, który opowiadał mi o pewnym człowieku, który nie był wierzący i wyznawał dość liberalne poglądy. Kaznodzieja powiedział do mnie: „Czasami wydaje mi się, że mam więcej wspólnego z nim, niż z wieloma wierzącymi.” „No cóż”, odpowiedziałem, „to zależy, co rozumiesz przez wspólnotę. Jeżeli uważasz, że jest milszy od wierzących, to się z tobą zgodzę, ale nie na tym polega wspólnota." To, że ten człowiek jest miły, grzeczny i uprzejmy wcale nie oznacza, że możesz trwać z nim we wspólnocie. Możesz z nim spędzić cały dzień i nie pokłócić się na żaden temat, ale nie na tym polega wspólnota.
Co więcej, pozwólcie, że podkreślę, że wspólnota nie może być utożsamiana z instytucjonalizmem, który moim zdaniem odstrasza wielu ludzi od kościoła chrześcijańskiego. Patrzą na kościół i nie widzą w nim nic, poza wielką instytucją, wielką organizacją. To dotyczy nie tylko kościoła rzymskokatolickiego, ale także protestanckiego. Przyjrzyjcie się współczesnemu kościołowi katolickiemu i protestanckiemu w Wielkiej Brytanii. Czy to samo Widzicie w Dziejach Apostolskich? Czy istnieje tam ktoś taki jak papież? Czy możesz mieć wspólnotę z papieżem? Spójrz ile wymogów protokolarnych musisz spełnić, aby go zobaczyć. Spójrz na ludzi przyglądających mu się z daleka, dla których zaszczytem jest ucałowanie jego pierścienia. Czy to jest wspólnota? Nie. Właśnie z tego powodu ludzie są poza kościołem i dlatego nie chcą słyszeć o chrześcijaństwie. Patrzą na to i nie chcą tego. I ja jestem tu po to, aby powiedzieć, że także tego nie chcę. Chrześcijaństwo nie jest instytucją, do której mogą należeć wszyscy bez wyjątku. Bóg mi świadkiem, że jestem zmęczony mężami stanu, którzy za życia nigdy nie przekroczyli progów kościoła, ale chcą, aby na ich pogrzebie śpiewano chrześcijańskie hymny. Protestuję w imieniu Boga! Zarzucają nam, że jesteśmy hipokrytami, ale czy to nie jest czysta hipokryzja? Dlaczego chcą chrześcijańskich hymnów na pogrzebach? Dlaczego nie śpiewają ich, gdy są żywi? Kościół jest na tyle bezmyślny, że pozwala się wykorzystywać, ale to nie ma nic wspólnego z nowotestamentowym chrześcijaństwem. To w Dziejach Apostolskich widzimy prawdziwą wspólnotę.
Cóż więc ona znaczy? Sprawdziłem definicję tego słowa i znalazłem tam stwierdzenia: „głęboka więź", „prawdziwa społeczność", „bliski związek, którego najlepszym przykładem jest małżeństwo”. Tego słowa używa się również dla określenia „partnerstwa w biznesie”. Prawdziwa wspólnota nigdy nie jest czymś powierzchownym. Jest głęboka i ważna. Staje się najważniejszą rzeczą w życiu. Kiedy ludzie zostają chrześcijanami, tworzą jedność. Stają się członkami wspólnoty. Razem tworzą rodzinę. Są połączeni nierozerwalnymi więzami.
***
dr Martyn Lloyd-Jones - Autentyczne Chrześcijaństwo tom 1
sobota, 18 marca 2017
"Wyjdźcie z niego, mój ludu"
Czułem się, jakby Bóg zdejmował z mojego umysłu i ducha poszczególne warstwy,
jedna po drugiej, pokazując mi w zupełnie inny niż dotychczas sposób, zepsucie,
niewiarę i sprzeczność istniejącą między jego Słowem a fałszywą doktryną i
nieprawością Kościoła katolickiego. Gdy Słowo Boże zaczęło nabierać dla mnie
całkiem nowego znaczenia, zacząłem dotkliwie zdawać sobie sprawę z iluzji, w
której żyłem przez tak wiele lat. Biblia, którą czytałem i słowa, nad którymi
rozmyślałem całymi latami, nagle stały się nowe, gdy Duch Święty, rzucając na
nie światło, dał mi nowe ich zrozumienie. Ale był to zaledwie początek tego, co
miał mi objawić Duch Święty w kwestii tego, w czym tkwiłem przez całe lata życia
w Kościele katolickim.
Jestem przekonany, że im bardziej ktoś jest wierny Kościołowi katolickiemu i zaangażowany w nim, tym mocniej diabeł trzyma życie takiej osoby w garści stąd bierze się ślepota i życie w złudzeniu. Więzy te mogą zostać zerwane jedynie przez miłosierną i zbawczą moc Boga, poprzez szukanie Go całym sercem i pełne podporządkowanie się i posłuszeństwo jego Słowu. O wiele więcej ludzi wyszłoby z tej niewoli, gdyby szukało Bożej rady, nie szło na kompromis z jego Słowem i zaczęło żyć w posłuszeństwie. Bóg z pewnością pociągnie do odpowiedzialności wszystkich tych, którzy tego nie zrobią. Jego serce jest zasmucone, ponieważ tak wielu ludzi będzie zgubionych z powodu tego, że uparcie odmawiają podążania za Nim, dopóki można Go znaleźć. Ślepota i niewiedza nie będą wytłumaczeniem przed sędziowskim tronem Boga. On już dał swoje Słowo, swojego Syna, swoją drogę i wyjawił swoje wymagania względem ludzi i Kościoła. To, co Bóg mi ukazał, nie było prywatnym objawieniem, ale jest dostępne dla każdego katolika, który szczerze będzie szukał Pana i zagłębiał się w Pismo z pragnącym sercem. Bóg wskaże kierunek każdemu, kto zrobi tak samo, jak ja.
Bogaty młodzieniec opisany w Biblii myślał, że jego życie, religijne i postawa moralna to wszystko, czego Bóg od niego wymaga. Ale Jezus powiedział mu, że ma sprzedać wszystko, rozdać biednym i pójść za Nim. Pismo mówi: „Kto bowiem chce zachować duszę swoja, straci ją” (Łk. 9,24), co oznacza, że jeżeli człowiek nie wyjdzie poza swoją strefę bezpieczeństwa, z której jest zadowolony i w obrębie której czuje się dobrze z sobą samym, minie się z celem i życiem, które wyznaczył mu Bóg. Z powodu nieznajomości Biblii i błędnego zrozumienia Słowa Bożego, duch podstępu daje wielu katolikom przekonanie, że ich relacja z Bogiem jest właściwa. Nie zdają sobie oni sprawy z tego, że do autentycznej relacji z Bogiem wymagane jest właściwe rozumienie Słowa Bożego i odpowiednia reakcja wiary. To prawda, że Bóg patrzy na serce i że Duch Święty działa jak chce, dając światło, wystarczające zrozumienie i obdarzając wiarą czy to katolika, czy jakiegokolwiek innego religijnego człowieka, by ten mógł uwierzyć w Jezusa. Dotarcie na ten poziom wiary, choć jest ona ograniczona, wystarcza Duchowi Świętemu do dalszego wlewania światła w szczere, prawdziwie dążące do prawdy serce. Proces ten zawsze prowadzi do wybawienia z więzów religii do prawdziwej wolności dzieci Bożych, jednakże tak wielu katolików, w obawie przed konsekwencjami życia w Duchu Świętym, psuje Jego dzieło. Zagrożona może być relacja z katolicką rodziną, wiele do stracenia jest też w obszarze działań, w które człowiek się angażuje, w sferze uczuciowej, a także w obrębie własnej tożsamości.
Nowy Testament bardzo wyraźnie określa, że chrzest jest przeznaczony wyłącznie dla osoby, która zrozumiała własne grzechy, pokutowała za nie i osobiście zaufała przez wiarę Jezusowi Chrystusowi. Praktykowany przez Kościół katolicki chrzest niemowląt jest sprzeczny z samym znaczeniem i celem chrztu i opiera się na wierze rodziców i świadków, którzy reprezentują „wierzący kościół”, a nie na wierze chrzczonej osoby. Sprzeczność z Pismem jest w tym miejscu bardzo wyraźna, ponieważ chrzest katolicki zakłada, że niemowlę zostało obdarzone „łaska uświęcająca” (termin ukuty przez katolików), czyli zbawczą łaską Boga. Reszta życia tego dziecka (osoby) jest procesem pozostawania w stanie łaski u Boga. Kościół katolicki wierzy, że takie ochrzczone dziecko jest od dzieciństwa członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa. Stąd większość katolików nigdy nie słyszy nauczania czy nawoływania do osobistego aktu pokuty i wiary w Jezusa Chrystusa, która jest prawdziwym nawróceniem niezbędnym do wejścia do Kościoła Chrystusa. Katolicy doświadczają wielokrotnych aktów pokuty (katolicki sakrament pojednania, czyli spowiedź), ale nie prawdziwego, trwałego nawrócenia, którego znakiem jest chrzest.
Jestem przekonany, że im bardziej ktoś jest wierny Kościołowi katolickiemu i zaangażowany w nim, tym mocniej diabeł trzyma życie takiej osoby w garści stąd bierze się ślepota i życie w złudzeniu. Więzy te mogą zostać zerwane jedynie przez miłosierną i zbawczą moc Boga, poprzez szukanie Go całym sercem i pełne podporządkowanie się i posłuszeństwo jego Słowu. O wiele więcej ludzi wyszłoby z tej niewoli, gdyby szukało Bożej rady, nie szło na kompromis z jego Słowem i zaczęło żyć w posłuszeństwie. Bóg z pewnością pociągnie do odpowiedzialności wszystkich tych, którzy tego nie zrobią. Jego serce jest zasmucone, ponieważ tak wielu ludzi będzie zgubionych z powodu tego, że uparcie odmawiają podążania za Nim, dopóki można Go znaleźć. Ślepota i niewiedza nie będą wytłumaczeniem przed sędziowskim tronem Boga. On już dał swoje Słowo, swojego Syna, swoją drogę i wyjawił swoje wymagania względem ludzi i Kościoła. To, co Bóg mi ukazał, nie było prywatnym objawieniem, ale jest dostępne dla każdego katolika, który szczerze będzie szukał Pana i zagłębiał się w Pismo z pragnącym sercem. Bóg wskaże kierunek każdemu, kto zrobi tak samo, jak ja.
Bogaty młodzieniec opisany w Biblii myślał, że jego życie, religijne i postawa moralna to wszystko, czego Bóg od niego wymaga. Ale Jezus powiedział mu, że ma sprzedać wszystko, rozdać biednym i pójść za Nim. Pismo mówi: „Kto bowiem chce zachować duszę swoja, straci ją” (Łk. 9,24), co oznacza, że jeżeli człowiek nie wyjdzie poza swoją strefę bezpieczeństwa, z której jest zadowolony i w obrębie której czuje się dobrze z sobą samym, minie się z celem i życiem, które wyznaczył mu Bóg. Z powodu nieznajomości Biblii i błędnego zrozumienia Słowa Bożego, duch podstępu daje wielu katolikom przekonanie, że ich relacja z Bogiem jest właściwa. Nie zdają sobie oni sprawy z tego, że do autentycznej relacji z Bogiem wymagane jest właściwe rozumienie Słowa Bożego i odpowiednia reakcja wiary. To prawda, że Bóg patrzy na serce i że Duch Święty działa jak chce, dając światło, wystarczające zrozumienie i obdarzając wiarą czy to katolika, czy jakiegokolwiek innego religijnego człowieka, by ten mógł uwierzyć w Jezusa. Dotarcie na ten poziom wiary, choć jest ona ograniczona, wystarcza Duchowi Świętemu do dalszego wlewania światła w szczere, prawdziwie dążące do prawdy serce. Proces ten zawsze prowadzi do wybawienia z więzów religii do prawdziwej wolności dzieci Bożych, jednakże tak wielu katolików, w obawie przed konsekwencjami życia w Duchu Świętym, psuje Jego dzieło. Zagrożona może być relacja z katolicką rodziną, wiele do stracenia jest też w obszarze działań, w które człowiek się angażuje, w sferze uczuciowej, a także w obrębie własnej tożsamości.
***
Pan pokazał mi w swoim Słowie, że Jego Kościół ma być „bez skazy lub zmazy", ma
być ciałem „prawdziwych wierzących”. którzy żyją jego Słowem w sprawiedliwości i
którzy uwielbiają Go „w duchu i w prawdzie”. Jak Paweł z Tarsu, za śmiecie
poczytuję wszystkie te lata swojej przynależności do bezbożnych struktur,
tradycji, nauk i obowiązków. Mnie również, tak, jak apostoła Pawła, Bóg
oddzielił na półtora roku, bym się opamiętał, przyjął jego objawienie i
przygotował do służby, do której mnie powołał przy końcu czasów ostatecznych.
Był to dla mnie wspaniały czas wzrostu i pouczania przez Słowo Boże. Można było
oczekiwać, ze po trzydziestu dziewięciu łatach bycia katolikiem, w tym ośmiu
spędzonych w seminarium i trzynastu i pół w sutannie, porzucenie tego
wszystkiego będzie dla mnie traumatycznym doświadczeniem. Wcale nie, Pan dał mi
pewność i pokój, że podjęte przeze mnie kroki „wyjścia spośród nich” pochodziły
od Niego. Znałem Jego siłę i prawdę jego Słowa, by podjąć kroki oddzielenia się
od Kościoła katolickiego. Nie obawiałem się reakcji mojej katolickiej rodziny i
przyjaciół. Miałem pewien rodzaj świętej śmiałości, by swobodnie mówić o tym,
że to Pan pokierował mną, bym opuścił Kościół katolicki.
***
Katolicka doktryna chrztu oparta jest na doktrynie o nierozłączności Pisma i
Tradycji. Zawarty powyżej dobry, biblijny wstęp do katolickiego nauczania o chrzcie jest unieważniony przez katolickie nauczanie oparte na Tradycji, z
której bierze się koncepcja, że „kościół jest niezbędny do zbawienia”. Katolicka
doktryna chrztu ukazuje, jak katolicy pojmują zbawienie. Chrzest katolika
rozpoczyna proces „zbawienia przez sakramenty”. Katolicka doktryna zbawienia
ogłoszona na Soborze Watykańskim II, zasadniczo stanowi potwierdzenie tej
właśnie doktryny ogłoszonej po raz pierwszy na słynnym soborze trydenckim w
latach 1545-63: „Gdyby ktoś mówił, że ludzie są usprawiedliwieni albo przez samo
przypisanie im sprawiedliwości Chrystusa [...] -niech będzie wyklęty”. Na
soborze owym ustalono również, że „nie można powiedzieć, że komukolwiek [...]
przebacza się lub przebaczono grzechy” i że taka ufność jest „próżna i
pozbawiona wszelkiej pobożności”. Nowy Testament bardzo wyraźnie określa, że chrzest jest przeznaczony wyłącznie dla osoby, która zrozumiała własne grzechy, pokutowała za nie i osobiście zaufała przez wiarę Jezusowi Chrystusowi. Praktykowany przez Kościół katolicki chrzest niemowląt jest sprzeczny z samym znaczeniem i celem chrztu i opiera się na wierze rodziców i świadków, którzy reprezentują „wierzący kościół”, a nie na wierze chrzczonej osoby. Sprzeczność z Pismem jest w tym miejscu bardzo wyraźna, ponieważ chrzest katolicki zakłada, że niemowlę zostało obdarzone „łaska uświęcająca” (termin ukuty przez katolików), czyli zbawczą łaską Boga. Reszta życia tego dziecka (osoby) jest procesem pozostawania w stanie łaski u Boga. Kościół katolicki wierzy, że takie ochrzczone dziecko jest od dzieciństwa członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa. Stąd większość katolików nigdy nie słyszy nauczania czy nawoływania do osobistego aktu pokuty i wiary w Jezusa Chrystusa, która jest prawdziwym nawróceniem niezbędnym do wejścia do Kościoła Chrystusa. Katolicy doświadczają wielokrotnych aktów pokuty (katolicki sakrament pojednania, czyli spowiedź), ale nie prawdziwego, trwałego nawrócenia, którego znakiem jest chrzest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








