Od gry w dziesiątkach zapomnianych kalifornijskich zespołów i klubów nocnych aż po szczyty najbardziej prestiżowych sal koncertowych na całym świecie – Neal Morse opowiada o wydarzeniach, które poprowadziły go przez labirynt muzycznych, osobistych i duchowych doświadczeń, kształtujących jego życie. Sięgając pamięcią do swoich pierwszych muzycznych prób z dzieciństwa, Neal obnaża swoją duszę, wspominając pułapki, rozczarowania i pokusy napotkane po drodze.
Ta poruszająca, inspirująca opowieść prowadzi czytelnika od klubowych początków Neala do powstania Spock's Beard oraz od trudów muzycznego i osobistego wypalenia do cudownej radości duchowego spełnienia i odnalezienia sensu życia.
„Neal Morse to nie tylko jeden z moich ulubionych muzyków i songwriterów wszech czasów, ale też jedna z moich ulubionych osób na całym świecie. Przez wiele lat i przy pracy nad licznymi albumami był dla mnie wspaniałym muzycznym towarzyszem, a zarazem stał się bliskim przyjacielem, który wywarł ogromny, pozytywny wpływ na moje życie. Jego muzyka poruszyła i zainspirowała wiele osób na całym świecie, a teraz zrobi to również jego historia”.
– Mike Portnoy
Fragment:
W tamtym czasie Cherie i ja chodziliśmy do kościoła jedynie raz na jakiś czas. Byliśmy, jak określa to mój przyjaciel Mark Leniger, „wierzącymi od święta” – osobami, które chodzą do kościoła tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Nie byłem zbytnio zainteresowany tematami „kościelnymi” i uważałem, że Biblia to stek bzdur. Ale jako że ludzie byli mili, ja kochałem moją żonę, a ona chciała chodzić do kościoła na Boże Narodzenie, Wielkanoc i na specjalne okazje, chętnie się na to zgadzałem.
Ludzie w kościele byli zawsze tacy serdeczni; nigdy nie czułem się przez nich oceniany. Nie czepiali się mojego rockandrollowego stylu życia. Miłość, którą mieli w sobie, stanowiła wyraźny kontrast ze światem, w którym żyłem.
Pewnego dnia w holu kościoła przywitała mnie mała, wątła staruszka i ujęła moją dłoń w swoje ręce. Jej ręce były chłodne i przyprószone pudrem. Jej zapach przypominał mi moją babcię – jaśmin i brązowy cukier. Miała drobną twarz o bystrych oczach i wyglądała na bardzo zadbaną. Można było się domyślić, że nigdy nie wychodziła z domu niewyszykowana.
– Och, chciałam ci tylko powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że jesteś tu dzisiaj – powiedziała, a do oczu napłynęły jej szczere łzy. Spojrzałem na nią zaciekawiony, przecież nawet jej nie znałem. Dlaczego miałaby się mną przejmować?
– Nie wiem dlaczego, ale Pan położył mi ciebie na sercu i dlatego żywię do ciebie szczególną sympatię. Chciałam, żebyś wiedział, jak bardzo się cieszę, widząc, co Bóg czyni w twoim życiu.
– Hmm, dziękuję – odparłem i odszedłem z nieco zmieszanym uśmiechem.
Położył na sercu? Co to w ogóle znaczy? Cieszę się z tego, co Bóg czyni w twoim życiu? A co On takiego robi? Ale tym, co naprawdę mnie zaskoczyło, było to, że ona autentycznie się o mnie troszczyła. To było szczere. Widziałem to w jej oczach. Jak taka drobna staruszka, która w ogóle mnie nie znała, mogła darzyć mnie taką miłością?
Recenzja:
Ludzie w kościele byli zawsze tacy serdeczni; nigdy nie czułem się przez nich oceniany. Nie czepiali się mojego rockandrollowego stylu życia. Miłość, którą mieli w sobie, stanowiła wyraźny kontrast ze światem, w którym żyłem.
Pewnego dnia w holu kościoła przywitała mnie mała, wątła staruszka i ujęła moją dłoń w swoje ręce. Jej ręce były chłodne i przyprószone pudrem. Jej zapach przypominał mi moją babcię – jaśmin i brązowy cukier. Miała drobną twarz o bystrych oczach i wyglądała na bardzo zadbaną. Można było się domyślić, że nigdy nie wychodziła z domu niewyszykowana.
– Och, chciałam ci tylko powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że jesteś tu dzisiaj – powiedziała, a do oczu napłynęły jej szczere łzy. Spojrzałem na nią zaciekawiony, przecież nawet jej nie znałem. Dlaczego miałaby się mną przejmować?
– Nie wiem dlaczego, ale Pan położył mi ciebie na sercu i dlatego żywię do ciebie szczególną sympatię. Chciałam, żebyś wiedział, jak bardzo się cieszę, widząc, co Bóg czyni w twoim życiu.
– Hmm, dziękuję – odparłem i odszedłem z nieco zmieszanym uśmiechem.
Położył na sercu? Co to w ogóle znaczy? Cieszę się z tego, co Bóg czyni w twoim życiu? A co On takiego robi? Ale tym, co naprawdę mnie zaskoczyło, było to, że ona autentycznie się o mnie troszczyła. To było szczere. Widziałem to w jej oczach. Jak taka drobna staruszka, która w ogóle mnie nie znała, mogła darzyć mnie taką miłością?
Recenzja:
16 czerwca w trakcie występu Neala Morse’a w Gdańsku swoją premierę miała książka „Testimony” – polskojęzyczna wersja jego autobiografii, która powstała przy współpracy edytorskiej z Paulem Braoudakisem. Polska edycja ukazała się nakładem Centrum Chrześcijańskiego Nowe Życie w przekładzie Szymona Matusiaka, a jej wydanie skoordynował wielki fan twórczości Neala i jego przyjaciel, Piotr Aftanas.
„Testimony” to napisana z dużym dystansem do siebie samego i z ogromnym poczuciem humoru poruszająca i inspirująca opowieść, która prowadzi czytelnika od klubowych początków Neala do powstania grupy Spock’s Beard, co było prawdziwym przełomem w jego artystycznym życiu. Poznajemy drogę tego artysty, którą przemierzył od szalonych młodzieńczych ambicji, poprzez postępujący proces osobistego wypalenia się aż do cudownej radości duchowego spełnienia i odnalezienia sensu życia. Opowieść ta łączy w sobie nie tylko duchową głębię, wszak przybliża nam to jak Neal otworzył się na Boga i wprowadził go do swojego życia, a właściwie o tym co doprowadziło do tego, że otwarł się on na głos Ducha Świętego. Lecz nie jest to bynajmniej żadna koturnowa i napuszona historia „nawróconego religijnego entuzjasty”, gdyż zawiera w sobie liczne elementy komiczne (jak zabawny wątek o tym jak Bóg, Jezus i aniołowie odbywają Świętą Naradę jak pomóc „szalonemu muzykowi z Kalifornii” (tak Neal określa siebie samego na pewnym etapie życia) oraz wątki zgoła sensacyjne (tak chyba można określić epizod o zwariowanym pościgu ulicami Los Angeles za gangsterem, który ukradł Nealowi samochód z całym jego dobytkiem), a także refleksyjne i autentycznie chwytające za serce (wzruszający epizod z napotkanym na autostradzie Meksykaninem Juanem, który w wyniku spontanicznej, pozornie mało istotnej, rozmowy postanowił przewartościować swoje życie i ratować swoją rodzinę).
To także saga o bliskich – o rodzicach, którzy wywarli ogromny wpływ na życie naszego bohatera oraz o rodzeństwie – które, mimo licznych młodzieńczych swad, rywalizacji, potyczek i bijatyk, do dzisiaj stanowi ważną opokę dla Neala. To wreszcie opowieść pełna życiowych prawd, z których pozornie oczywiste treści, jak ta, że „nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku”, czy nie wiadomo skąd pojawiający się Głos mówiący, że „musisz to zostawić” świadczy o tym, że sens i znaczenie pewnych zdarzeń dostrzegamy dopiero później. Wtedy, gdy doświadczenie i życiowe przejścia pomagają w pełni zrozumieć sens zdarzeń i rzucają na nie nowe światło, którego nie jesteśmy w stanie dostrzec w młodzieńczym wieku pełnym zazwyczaj szalonych planów i rozbuchanych ambicji. Ważne, by nigdy nie było tak, że za późno…
To wreszcie opowieść o muzyce. O tym, że Neal zajął się nią dlatego, że po prostu ją kocha. Nie dla pieniędzy, nie dla sławy (choć we wczesnym okresie życia brak sukcesu i zainteresowania ze strony wytwórni płytowych były dla Neala powodem do sporej frustracji kierującej jego szlaki ku alkoholowi, narkotykom i przypadkowym związkom), ale dlatego że nasz bohater zawsze chciał tworzyć wielkie dzieła muzyczne, jak musicale czy kompozycje takie, jak „Heart Of The Sunrise” z całym ich „pięknem, mocą, majestatem, ogniem, obłędem, ekscytacją, smutkiem, ciemnością i światłem”. I chwała mu za to, bo niemal każdego roku dostarcza swoim fanom muzyczne epopeje takiego właśnie pokroju.
Neal na kartach tej książki daje świadectwo swojej wiary, wartości, które wypełniają jego życie, miłości do Boga, ale też do bliskich – żony, rodziny, dzieci, do każdego człowieka. Opowiada o zamiłowaniu do muzyki, za pomocą której tak wspaniale wyraża swoje przekonania i wartości – wszystko to, co stało się jego życiowym credo, prawdziwym świadectwem wiary i drogowskazem, za którym podąża jako muzyk i jako człowiek. Wszystko to jest dowodem na to, że gdy ma się w sobie wiarę i siłę, zawsze można przewartościować swoje życie, odnaleźć jego sens, znaleźć wewnętrzny spokój i korzystając ze swoich talentów, można obdarować swoim szczęściem tych, których spotyka się na swojej drodze.
To pozycja, którą czyta się z wypiekami na twarzy i skierowana jest ona nie tylko do fanów progresywnego rocka i nie tylko do sympatyków twórczości Neala. Wydaje się, że „Testimony” najbardziej ma szansę trafić chyba do tych, którym życie tak się poukładało, że poszukają teraz sensu życia, inspiracji, uniwersalnej prawdy o życiu czy duchowego pojednania z Bogiem i z sobą samym. Do tych, którzy pragną znalezienia tego wszystkiego, co staje się motorem do twórczego działania, motywacją do tego, by po każdym upadku umieć się podnieść, a przede wszystkim do znalezienia tego, co nazywamy życiowym celem. I konsekwentnego realizowania go, pomimo burz, przeszkód i niepowodzeń, które czyhają na każdym etapie życia.
To opowieść o tym, że nie można się poddawać.
„Muzyka Neala poruszyła i zainspirowała wiele osób na całym świecie, a teraz zrobi to również jego historia” – te słowa legendarnego perkusisty Mike’a Portnoya są chyba najlepszą rekomendacją do tego, by sięgnąć po tę książkę. Czas z nią spędzony – można ją czytać jednym tchem lub też dozować ją sobie w małych odcinkach – z pewnością będzie pełen głębokich wrażeń oraz niezwykłych inspiracji.
„Testimony” to napisana z dużym dystansem do siebie samego i z ogromnym poczuciem humoru poruszająca i inspirująca opowieść, która prowadzi czytelnika od klubowych początków Neala do powstania grupy Spock’s Beard, co było prawdziwym przełomem w jego artystycznym życiu. Poznajemy drogę tego artysty, którą przemierzył od szalonych młodzieńczych ambicji, poprzez postępujący proces osobistego wypalenia się aż do cudownej radości duchowego spełnienia i odnalezienia sensu życia. Opowieść ta łączy w sobie nie tylko duchową głębię, wszak przybliża nam to jak Neal otworzył się na Boga i wprowadził go do swojego życia, a właściwie o tym co doprowadziło do tego, że otwarł się on na głos Ducha Świętego. Lecz nie jest to bynajmniej żadna koturnowa i napuszona historia „nawróconego religijnego entuzjasty”, gdyż zawiera w sobie liczne elementy komiczne (jak zabawny wątek o tym jak Bóg, Jezus i aniołowie odbywają Świętą Naradę jak pomóc „szalonemu muzykowi z Kalifornii” (tak Neal określa siebie samego na pewnym etapie życia) oraz wątki zgoła sensacyjne (tak chyba można określić epizod o zwariowanym pościgu ulicami Los Angeles za gangsterem, który ukradł Nealowi samochód z całym jego dobytkiem), a także refleksyjne i autentycznie chwytające za serce (wzruszający epizod z napotkanym na autostradzie Meksykaninem Juanem, który w wyniku spontanicznej, pozornie mało istotnej, rozmowy postanowił przewartościować swoje życie i ratować swoją rodzinę).
To także saga o bliskich – o rodzicach, którzy wywarli ogromny wpływ na życie naszego bohatera oraz o rodzeństwie – które, mimo licznych młodzieńczych swad, rywalizacji, potyczek i bijatyk, do dzisiaj stanowi ważną opokę dla Neala. To wreszcie opowieść pełna życiowych prawd, z których pozornie oczywiste treści, jak ta, że „nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku”, czy nie wiadomo skąd pojawiający się Głos mówiący, że „musisz to zostawić” świadczy o tym, że sens i znaczenie pewnych zdarzeń dostrzegamy dopiero później. Wtedy, gdy doświadczenie i życiowe przejścia pomagają w pełni zrozumieć sens zdarzeń i rzucają na nie nowe światło, którego nie jesteśmy w stanie dostrzec w młodzieńczym wieku pełnym zazwyczaj szalonych planów i rozbuchanych ambicji. Ważne, by nigdy nie było tak, że za późno…
To wreszcie opowieść o muzyce. O tym, że Neal zajął się nią dlatego, że po prostu ją kocha. Nie dla pieniędzy, nie dla sławy (choć we wczesnym okresie życia brak sukcesu i zainteresowania ze strony wytwórni płytowych były dla Neala powodem do sporej frustracji kierującej jego szlaki ku alkoholowi, narkotykom i przypadkowym związkom), ale dlatego że nasz bohater zawsze chciał tworzyć wielkie dzieła muzyczne, jak musicale czy kompozycje takie, jak „Heart Of The Sunrise” z całym ich „pięknem, mocą, majestatem, ogniem, obłędem, ekscytacją, smutkiem, ciemnością i światłem”. I chwała mu za to, bo niemal każdego roku dostarcza swoim fanom muzyczne epopeje takiego właśnie pokroju.
Neal na kartach tej książki daje świadectwo swojej wiary, wartości, które wypełniają jego życie, miłości do Boga, ale też do bliskich – żony, rodziny, dzieci, do każdego człowieka. Opowiada o zamiłowaniu do muzyki, za pomocą której tak wspaniale wyraża swoje przekonania i wartości – wszystko to, co stało się jego życiowym credo, prawdziwym świadectwem wiary i drogowskazem, za którym podąża jako muzyk i jako człowiek. Wszystko to jest dowodem na to, że gdy ma się w sobie wiarę i siłę, zawsze można przewartościować swoje życie, odnaleźć jego sens, znaleźć wewnętrzny spokój i korzystając ze swoich talentów, można obdarować swoim szczęściem tych, których spotyka się na swojej drodze.
To pozycja, którą czyta się z wypiekami na twarzy i skierowana jest ona nie tylko do fanów progresywnego rocka i nie tylko do sympatyków twórczości Neala. Wydaje się, że „Testimony” najbardziej ma szansę trafić chyba do tych, którym życie tak się poukładało, że poszukają teraz sensu życia, inspiracji, uniwersalnej prawdy o życiu czy duchowego pojednania z Bogiem i z sobą samym. Do tych, którzy pragną znalezienia tego wszystkiego, co staje się motorem do twórczego działania, motywacją do tego, by po każdym upadku umieć się podnieść, a przede wszystkim do znalezienia tego, co nazywamy życiowym celem. I konsekwentnego realizowania go, pomimo burz, przeszkód i niepowodzeń, które czyhają na każdym etapie życia.
To opowieść o tym, że nie można się poddawać.
„Muzyka Neala poruszyła i zainspirowała wiele osób na całym świecie, a teraz zrobi to również jego historia” – te słowa legendarnego perkusisty Mike’a Portnoya są chyba najlepszą rekomendacją do tego, by sięgnąć po tę książkę. Czas z nią spędzony – można ją czytać jednym tchem lub też dozować ją sobie w małych odcinkach – z pewnością będzie pełen głębokich wrażeń oraz niezwykłych inspiracji.
- Artur Chachlowski (redaktor radia MLWZ)
Recenzja:
Kiedy zaczynasz jeść pyszną kanapkę, z każdym kolejnym kęsem twój apetyt rośnie ;)
Tak było z książką Testimony, w której muzyk - Neal Morse dzieli się z nami historią swojego życia.
Ponieważ miałam przyjemność poznać Neala osobiście, z tym większym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę. Bardzo szczerze i bezpośrednio opisuje swoje dzieciństwo i młodość…
Muzyka… „Czas spędzony w samochodzie na długich trasach nasi rodzice wykorzystywali na to, by uczyć nas śpiewu. Podróżując po górach Sierra Madre w poszukiwaniu jakiegoś nieznanego historycznego miejsca, które mama znalazła w przewodniku, ćwiczyliśmy kanony i harmonię na pięć głosów oraz śpiewaliśmy wszelkiego rodzaju osobliwe, ale także interesujące piosenki. Tak więc muzyka unosiła się nie tylko w powietrzu, na placu zabaw i na ulicach, ale była obecna w naszym aucie i wszędzie wokół”.
Muzyka była w nim i wokół niego. W jego sercu, głowie, uszach i oczach. Kochał muzykę i to ją wybrał jako swoją drogę. Nie była to niestety prosta i bezpieczna droga…
Pragnienie zdobycia sławy i zrobienia kariery osaczyło go i przytłoczyło. Determinowało dokonywane wybory i podejmowane decyzje. Tworzył piosenki, nagrywał, koncertował, nawiązywał współpracę ze znanymi artystami. Choć coraz bardziej zatracał się w muzyce, oddając jej swój czas, swoje siły, całego siebie - nie znalazł w niej tego, czego pragnął i za czym tęsknił - szczęścia i spełnienia.
Szukając akceptacji zaczął upodabniać się do świata, w którym funkcjonował, dając przestrzeń temu, co złe i brudne. Szukając wolności stał się więźniem grzechu. Pogrążał się w beznadziei. Przechodząc przez ciemną dolinę zawołał o pomoc do Pana Jezusa...
„Jezu, Duchu głęboki jak ocean
Pragnę Ciebie, nie tylko emocji
Jeśli możesz prawdziwie zamieszkać we mnie
Niech to będzie nasz nowy początek
Bo jestem gotowy, jestem skruszony
Wszystko, czego pragnę, to życie, o którym mówiłeś
Och, Ojcze
Jeśli powierzę Ci moje życie
Czy przyjdziesz obrócić noc w dzień?”
Piosenka „I Am Willing” z płyty „Testimony”.
Spotkanie z Bogiem odmieniło zupełnie życie Neala, nadając mu sens i wytyczając kierunek.
„- Czas skoczyć - powiedział Bóg.
- Ale nie widzę dna – odpowiedziałem - co się ze mną stanie?
- Będzie dobrze. Słyszysz ten dźwięk? - Woda pędziła z hukiem. – Doprowadziłem cię aż tutaj. Teraz musisz skoczyć. Albo skoczysz, albo musisz wrócić do miejsca, skąd przyszedłeś.
Bałem się, ponieważ wiedziałem, co ten skok oznacza. Oznaczało to brak odwrotu… Stałem na krawędzi, wpatrując się w wodospad…
- Albo wejdziesz w to całkowicie, albo musisz wrócić do punktu wyjścia - usłyszałem ponownie. A potem proste: Zaufaj Mi”.
Zaufał Zbawicielowi, który uwolnił go od ciążącego brzemienia grzechu, smutku i beznadziei.
„Pomachałem na pożegnanie mojej przeszłości i wkroczyłem do królestwa. To był ten dzień. To był mój dzień – dzień, dla którego zostałem stworzony. Skoczyłem z krawędzi wodospadu w nieznane, tam, gdzie czeka Jezus. Gdy znalazłem się tam, gdzie on, zalała mnie powódź – powódź nieopisanej miłości, która wypełniła moje serce. Gdy cały kościół modlił się wokół mnie, zauważyłem, że mówię słowa, których sam nie rozumiałem, że mówię w nieznanym języku. Duch Boży wypełniał mnie aż po brzegi. Zostałem zanurzony w rzece życia... i już nigdy nie obejrzałem się za siebie. A ludzie u stóp wodospadu mieli całkowitą rację – woda naprawdę była cudowna”.
Bóg, który obdarował Neala talentem muzycznym i zaszczepił w jego sercu miłość do muzyki, chce i używa go w niezwykły sposób właśnie poprzez muzykę.
Pieśni, które tworzy głoszą niezwykłość Boga, chwaląc Go i ukazując Majestat Pana i Króla. Opowiadają o Jego miłości i wielkości. Wywyższają Jego mądrość i dobroć.
„Teraz, w wieku 50 lat, doświadczam największego sukcesu w całym moim dotychczasowym życiu… i mogę się nim radować, ponieważ wiem, że jest to dar od Boga… Poddałem wszystko Bogu, a On wziął to moje poturbowane życie i uczynił z niego coś pięknego… coś, co mam nadzieję, także innym będzie niosło życie i inspirację”.
W Panu Jezusie odnalazł szczęście, prawdę o sobie i drogę, która doprowadzi go do wiecznego Życia w Bożym Królestwie! W wolności może robić to, co kocha i widzieć, że to ma sens :)
„Skoczyłem z krawędzi i teraz, będąc na dole, wołam do innych: Śmiało, wskakujcie, woda jest cudowna!”
16 czerwca Neal przyleciał do Gdańska, aby po raz kolejny podzielić się z nami swoją twórczością. To był niezwykły i piękny koncert. Z każdą kolejną piosenką nie tylko nie tracił sił, ale nabierał rozpędu, czerpiąc energię z wykonywanej muzyki. Śpiewał, grał na gitarze i pianinie, opowiadając o swoim życiu, wierze, o Bożych cudach, których doświadcza. Jego piosenki poruszają serce i skłaniają do refleksji. Chce się do nich wracać...
Joanna Kosętka

