Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tozer A.W.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tozer A.W.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 października 2021

Szukanie Boga

Poniżej zamieszczam fragmenty kultowej (jeśli można tak się wyrazić) książki A.W. Tozera – „Szukanie Boga”. Uważam, że tą oraz „Poznanie Świętego” tegoż autora powinien przeczytać każdy chrześcijanin. Boga nie da się poznać przez rytuały, obrzędy, chodzenie do kościoła, a poznanie i zaufanie Mu decyduje o miejscu, w którym będziemy po śmierci. Ze względu na wiarę ludzkość dzieli się na cztery grupy (de facto na dwie – odrodzonych duchowo i nieodrodzonych, ale możemy tych drugich podzielić na trzy podgrupy 1-3) :

1. Nieszukający

2. Myślący o sobie, że znaleźli

3. Szukający

4. Ci, którzy znaleźli

Książkę polecam szczególnie ludziom z grupy nr 3. zachęcając  ich jednocześnie do szukania aż do skutku, ponieważ Jezus powiedział: „. KAŻDY, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą.” Mat7,7-8. Znalezienie i poznanie Go jest przeżyciem, które nie ma odpowiedników w świecie naturalnym!

P.A.

***

Teologia chrześcijańska naucza o uprzedzającej łasce, co w skrócie oznacza, że zanim człowiek zacznie szukać Boga, najpierw Bóg musi go odnaleźć. Zanim grzeszny człowiek jest w stanie dobrze pomyśleć o Bogu, Duch Święty musi dokonać w nim dzieła oświecenia. Może to być niedoskonałe, niemniej musi być prawdziwe; wtedy dopiero może powstać głębokie pragnienie szukania Boga i wołanie do Niego.

Szukamy Boga tylko i wyłącznie dlatego, ze On pierwszy włożył nam do serc to pobudzenie, które pcha nas do szukania Go. "Nikt nie może przyjść do Mnie" - powiedział nasz Pan - "jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał" /Jn.6,44/. Właśnie dzięki temu uprzedzającemu pociągnięciu, Bóg pozbawia nas jakichkolwiek myśli, że to my sami chcemy się zbliżyć do Niego. Zachęta do szukania Boga pochodzi od Niego samego. To skłania nas do dalszego szukania Go.

W tym boskim "wspieraniu" i ludzkim "lgnięciu" nie ma sprzeczności. Wszystko jest z Boga, bo jak mówi von Hugel: Bóg zawsze nas uprzedza. W praktyce jednak (to znaczy tam, gdzie Boże uprzedzające działanie wychodzi naprzeciw reakcji człowieka) człowiek musi szukać Boga. Z naszej strony musi nastąpić pozytywne odwzajemnienie się, jeśli to skryte pociągnięcie Boże ma doprowadzić do konkretnego, możliwego do stwierdzenia poznania Jego świętej Istoty.

***

Nauka o usprawiedliwieniu przez wiarę, biblijna prawda, wspaniałe uwolnienie od jałowego legalizmu i bezskutecznych własnych wysiłków - w naszych czasach wpadły w złe towarzystwo i przez wielu jest niewłaściwie interpretowane, że praktycznie stoją na przeszkodzie w poznaniu Boga. Całe nawrócenie się zamieniono na mechaniczną i pozbawioną Ducha kwestię. Wiarę można teraz praktykować bez wprowadzania niepokoju i zmian w swoim życiu moralnym, a także bez naruszenia statusu własnego "ja", pochodzącego od Adama. Chrystusa można "otrzymać" bez wzbudzenia jakiejkolwiek szczególnej miłości do Niego w duszy otrzymującego. Człowiek taki jest zbawiony, ale nie odczuwa głodu i pragnienia Boga.

***

Chciałbym bardzo podsycić tę ogromną tęsknotę za Bogiem. Jej brak doprowadził nas do obecnego, opłakanego stanu. Nasze sztywne i drętwe życie religijne wynika z braku świętego pragnienia. Samozadowolenie jest śmiertelnym wrogiem naszego duchowego wzrostu. Musi być w nas ta przenikająca tęsknota — inaczej nie będzie objawienia Chrystusa wśród Jego ludu. On czeka, by ktoś Go zapragnął. Bardzo źle, jeśli na niektórych z nas czeka tak długo i na próżno.

***

Każdy wiek odznacza się czymś charakterystycznym. Obecnie żyjemy w czasach ogromnie skomplikowanej religijności. Prostota, jaka cechowała Chrystusa, rzadko występuje wśród nas. Zamiast tego mamy programy, metody, organizacje i nerwowe działania, które zabierają nasz czas i uwagę, ale nigdy nie mogą zagłuszyć tęsknoty serca. Płytkość naszych duchowych doznań, pustka naszego uwielbiania i to upadlające naśladowanie świata cechują nasze coraz lepsze metody działania. Wszystko to świadczy o tym, że dzisiaj znamy Boga, tylko w sposób niedoskonały. Bardzo mało wiemy o Jego pokoju.

***

Bardzo ważne jest, by uciszyć się w oczekiwaniu na Boga. Najlepiej, gdy jesteśmy sami, z otwartą Biblią, A wtedy, jeżeli zechcemy, możemy zbliżyć się do Boga i zacząć słyszeć, jak mówi do nas w naszych sercach. Myślę, że dla przeciętnej osoby będzie to przebiegało tak: Najpierw będzie to dźwięk Bożej obecności jakby spacerującej po ogrodzie. Potem głos, rozróżnialny, ale ciągle jeszcze niewyraźny. A potem nastąpi ten radosny moment, gdy Duch Święty zaczyna oświecać Pisma, a to, co było tylko dźwiękiem lub w najlepszym wypadku głosem, stanie się wyraźnym słowem. Ciepłym, intymnym i jasnym jak słowo drogiego nam przyjaciela. Następnie przyjdą życie i światłość, a wreszcie to, co najlepsze: zdolność, by widzieć, odpoczywać i mieć Chrystusa jako Zbawiciela, Pana i Wszystko. Biblia nigdy nie stanie się dla nas żywą księgą, jeśli nie będziemy pewni, że Bóg przemawia we wszechświecie. Przeskoczenie z umarłego i bezosobowego świata do dogmatycznej Biblii dla większości ludzi jest czymś zbyt trudnym. Mogą przyznawać, że powinni przyjąć Biblię jako słowo Boga, i mogą nawet próbować o niej tak myśleć, ale wciąż nie są w stanie uwierzyć, że słowa na stronicach Pisma Świętego są skierowane do nich. Ktoś może nawet powiedzieć: „Te słowa są skierowane do mnie”, a jednak nie czuje w swym sercu i nie wie, że tak jest. Stał się ofiarą rozdwojonej psychologii. Próbuje myśleć, że Bóg zawsze jest niemową, a mówi tylko w tej Księdze. Wydaje mi się, że większość naszej religijnej niewiary pochodzi z błędnej koncepcji i niewłaściwego stosunku do Pism prawdy.

***

Jeśli tylko chcesz dalej poznać Pana, natychmiast podejdź do otwartej Biblii, spodziewając się, że do ciebie przemówi. Nie traktuj jej jak rzeczy, którą można przekładać z miejsca na miejsce. Jest to coś więcej niż rzecz, to jest głos, słowo, słowo żyjącego Boga.

Większość naszych problemów jako szukających chrześcijan wywodzi się z niechęci do przyjęcia Boga takim, jakim On jest, i dostosowania naszego życia do Niego. Ciągle próbujemy Go zmienić i sprowadzić do naszych własnych wyobrażeń. Ciało skręca się, gdy słyszy nieubłagany wyrok Bożego sądu i żebrze jak Agag o odrobinę litości, o trochę ulgi dla swych cielesnych dróg (1 Sm 15,32-33). Wszystko to bez skutku. Tylko wtedy możemy zrobić dobry początek, gdy przyjmiemy i umiłujemy Boga takim, jakim jest. W miarę jak będziemy poznawać Go coraz lepiej, odkryjemy źródło niewysłowionej radości w fakcie, że Bóg jest tym, kim jest. Najbardziej wzniosłe chwile przeżyjemy podczas pełnego szacunku podziwiania Boga. W tych świętych momentach sama myśl, by Go zmienić, będzie zbyt bolesna i nie do zniesienia.

***

Z wielką miłością i bez pragnienia nieuprzejmego krytykowania jakiegokolwiek chrześcijanina, nawet tego, który uległ zwiedzeniu, chciałbym wskazać, że Kościół rzymskokatolicki dzisiaj reprezentuje święto-świecką herezję wiodącą do logicznego wniosku. Jego najbardziej śmiertelnym skutkiem jest rozłam, jaki wprowadza między religią a życiem. Jego nauczyciele starają się unikać tej pułapki za pomocą wielu przypisów i mnóstwa wyjaśnień, jednak umysł instynktownie i zdecydowanie poszukuje logiki. W praktycznym życiu rozłam ten stał się faktem. Reformatorzy i purytanie oraz mistycy pracowali nad tym, by nas uwolnić z tego zniewolenia. Dzisiaj w kręgach konserwatywnych tendencja jest odwrotna i na nowo pojawiły się te więzy. Mówi się, że czasami koń, po tym, jak został wyprowadzony z płonącego budynku, z powodu dziwnego uporu wyrwie się swemu ratownikowi i znowu pędzi do tego budynku, aby zginąć w płomieniach. Dzięki podobnej uporczywej skłonności do popełniania błędów fundamentalizm w naszych czasach ponownie zwraca się w kierunku duchowej niewoli. Przestrzeganie dni i pór roku jest coraz bardziej widoczne między nami.

A.W. Tozer - Szukanie Boga

niedziela, 14 marca 2021

Dlaczego czytam Tozera

 A.W. Tozer był pastorem Kościoła Southside Alliance w Chicago w latach 1928-1959. Wysłuchałem wielu jego kazań — zawsze z pożytkiem dla siebie — i oczekiwałem na wydanie kolejnych książek tak niecierpliwie, jak miłośnik kryminałów wyczekuje kolejnej części ulubionej powieści. Do dzisiaj regularnie czytam jego książki i zawsze odnajduję w nich coś nowego. Jego kazania, podobnie jak i książki, cechuje niezwykła intensywność. Tozer chodził z Bogiem i znał Go osobiście. Słuchanie zwiastowania Tozera było tak bezpieczne, jak otwarcie pieca hutniczego i zaglądanie do środka! Piszę ten rozdział, aby nie dopuścić do tego, by młode pokolenie wzrastało, nie znając Tozera. Na początek zachęcam do lektury The Pursuit of God (Szukanie Boga) — to jedne z najlepszych rozważań napisanych przez amerykańskiego pastora. Czytanie jej jest jak czyszczenie okularów dla oczu duszy — pozwala dostrzec więcej. To najskuteczniejszy lek na gorączkę, w której człowiek może pomylić aktywizm ze służbą. Ta książka gani mnie, ilekroć niedostatecznie oddaję się uwielbieniu. Z tych i wielu innych powodów staram się ją czytać co najmniej raz w roku. Następnie polecam przeczytać The Divine Conquest (Boży podbój) i The Knowledge of the Holy (Poznanie Świętego) - w mojej opinii jest to najlepsze współczesne studium przymiotów Boga. Lektura tych trzech pozycji umożliwi czytelnikowi poznanie podstaw myśli Tozera na temat Boga, Chrystusa, Ducha Świętego, Kościoła, Biblii i odpowiedzialności wierzących w dzisiejszym świecie. To doskonałe przygotowanie do rozpraw duchowych Tozera, jak The Root of the Righteous (Korzeń sprawiedliwych), Born After Midnight (Narodzenie po północy), Of God and Men (Bóg i ludzie), That Incredible Christian (Niesamowity chrześcijanin), Man: The Dwelling Place of God (Człowiek: mieszkanie Boga), jak również The Christian Book of Mystical Verse (Chrześcijańska poezja mistyczna) — ostatnia pozycja polecana jest szczególnie miłośnikom poezji i pieśni. Kazania Tozera często stawiają nas przed pytaniami: Czy Bóg jest dla mnie prawdziwy? Czy moje chrześcijańskie doświadczenie jest zaledwie zbiorem definicji, listą właściwych doktryn, czy raczej żywą relacją z Bogiem? Czy doświadczam Boga bezpośrednio? A może jedynie czerpię doświadczenie z drugiej ręki, od innych? Czy moje serce pragnie osobistego uświęcenia? Te pytania są dziś szczególnie aktualne, być może nawet bardziej, niż jesteśmy gotowi przyznać.

Jestem przekonany, że wielu ewangelicznych pastorów nigdy nie miało kontaktu z tym bogactwem duchowej literatury, którą inspirował się Tozer, a może nawet celowo jej unikało, dlatego chciałbym gorąco polecić tę listę czytelnikowi. Pojawiają się tam takie nazwiska, jak William Law, który wywarł duży wpływ na Wesleyów, czy William Temple, piastujący do śmierci w 1944 roku urząd arcybiskupa Canterbury. Jest John Knox, szkocki prorok Reformacji, Francois Fenelon, bliski przyjaciel Madame Guyon; George Fox, twórca bractwa Kwakrów; John Wesley i Francis Asbury, wielcy przywódcy metodystyczni; Henry Scougal, którego Life of God in the Soul of Man (Życie Boga w duszy ludzkiej) to najwybitniejsze rozważania religijne napisane w Szkocjii, Soren Kierkegaard, melancholijny duński filozof; Dietrich Bonhoeffer, niemiecki teolog; czy choćby Thomas Kelly, kwakier i młody pisarz, któremu przedwczesna śmierć uniemożliwiła rozwój wielkiej kariery. Ponadto znajdziemy tam wybór dzieł anonimowych autorów, jak choćby Theologia Germanica, którą Luter umieszczał tuż obok Biblii i dzieł Augustyna czy Chmura niewiedzy, z której uwielbiał cytować sam Tozer.

Pewnego razu rozmawiałem przy kolacji o mistykach z Martynem Lloyd-Jonesem, który podzielił się wówczas interesującą historią. Zamieszczam ją w książce za jego pozwoleniem. „Występowałem kiedyś z dr. Tozerem na jednej konferencji — zaczął opowieść - Bardzo wysoko ceniłem jego służbę i towarzystwo. Pewnego razu zwrócił się do mnie słowami: «Łączy nas podejście do spraw duchowych, jednak do tych samych wniosków doszliśmy innymi drogami». Zapytałem go, co ma na myśli. «Chodzi o to — odparł — że pan szedł ścieżką purytan, podczas gdy ja szedłem ścieżką mistyków». Muszę przyznać, że miał całkowitą rację!” Powyższa historia zdaje się dowodzić, że doktryna i pobożność zostały połączone przez Boga i żaden człowiek nie powinien ośmielać się ich rozdzielać. Zrozumienie doktryny powinno kierować nas do silniejszego oddania Chrystusowi, a pogłębiona pobożność powinna sprawiać, że będziemy lepiej służyć Bogu i pozyskiwać dla Niego więcej dusz. Jezus doskonale wyraził tę jedność w słowach: „Zamieszkajcie we mnie, a Ja w was (...). Beze mnie bowiem nic uczynić nie możecie.” To właśnie głoszą ewangeliczni mistycy, a głos ten jest niezwykle potrzebny w dzisiejszym Kościele.

 


A.W. Tozer z książki Warrena Wiersbe – 10 osób, które powinien znać każdy chrześcijanin

poniedziałek, 2 września 2019

Gorliwe bobry, które obsługują klatki dla religijnych wiewiórek


Wśród chrześcijan wszystkich wieków, należących do rozmaitych kierunków doktrynalnych, panowała pełna zgoda co do jednej rzeczy: wszyscy oni wierzyli, że chrześcijanin mający poważne duchowe aspiracje, powinien nauczyć się długo i często rozmyślać o Bogu. Gdy tylko chrześcijanin zacznie dążyć do wzniesienia się ponad mierny poziom obecnego religijnego doświadczenia, wówczas szybko odkryje potrzebę poznania samego Boga jako ostatecznego celu wszelkiej chrześcijańskiej doktryny. Gdy będzie się starał zgłębić świętą cudowność Trójjedynego Boga, wówczas odkryje, że wytrwałe i inteligentnie ukierunkowane rozmyślanie o Osobie Boga jest koniecznością. Chcąc dobrze znać Boga, musi nieustannie o Nim myśleć. Nie ma drogi na skróty do czystej duchowości, o czym świadczy wszystko, co odkrył człowiek o sobie lub o Bogu. Jest to wolny dar, ale niezwykle kosztowny. Oczywiście wymaga to nabycia szerokiego zakresu wiedzy teologicznej. Szukanie Boga poza Jego własnym objawieniem zawartym w Piśmie jest nie tylko daremne, lecz również niebezpieczne. Trzeba także poznać Jezusa Chrystusa jako Pana i Odkupiciela, oraz położyć w Nim zupełną ufność. Chrystus nie jest jedną z wielu dróg umożliwiających dostęp do Boga. Nie jest też najlepszą z wielu dróg; On jest jedyną drogą „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (Jana 14,6 BT). Odmienne wierzenia są niechrześcijańskie. Jestem przekonany, że brak wielkich świętych w tych czasach, nawet wśród tych, którzy prawdziwie wierzą w Chrystusa, jest spowodowany po części naszym brakiem chęci poświęcenia wystarczającej ilości czasu na pielęgnowanie poznania Boga. My, należący do nerwowego Zachodu, jesteśmy ofiarami filozofii, która oparta jest na tragicznym niezrozumieniu aktywności. Zdobywanie i wydawanie pieniędzy, wyjścia i powroty, organizowanie i promowanie, kupowanie i sprzedawanie, praca i zabawa jedynie to składa się na życie. Jeśli nie układamy planów lub już teraz nie trudzimy się, by je zrealizować, to czujemy się nieudacznikami, ludźmi bezpłodnymi, bezowocnymi eunuchami, pasożytami żerującymi na społeczeństwie. W wielu kościołach ewangelia pracy (jak ją ktoś nazwał) wyparła Ewangelię Chrystusową.
Usiłując wykonać dzieło Pańskie, często tracimy kontakt z Panem tego dzieła, a także dosłownie doprowadzamy naszych ludzi do wyczerpania. Słyszałem, jak niejeden pastor chełpił się tym, że jego zbór jest „żywy”, wskazując na dowód w postaci napiętego kalendarza, w którym każdego wieczora i każdego dnia widniały terminy licznych spotkań. Oczywiście to niczego nie dowodzi, prócz tego, że pastor i zbór kierują się złą filozofią duchową. Wiele z tych czasochłonnych zajęć jest bezużytecznych, a inne są wprost śmieszne. „Ale - mówią gorliwe bobry, które obsługują klatki dla religijnych wiewiórek - te zajęcia tworzą wspólnotę i trzymają ludzi razem”.
Odpowiadam na to, że to, co one tworzą wcale nie jest żadną wspólnotą. I jeśli najlepszą rzeczą, którą Kościół ma do zaoferowania jest trzymanie ludzi razem, to nie jest to Kościół w nowotestamentowym znaczeniu tego słowa. Centralnym punktem, który przyciąga prawdziwy Kościół jest Pan Jezus Chrystus. Jeśli chodzi o wspólnotę, to niech Duch Święty ją nam zdefiniuje: „I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dzieje 2 ,.42).
Świecki człowiek nigdy nie odpoczywa. Musi „gdzieś chodzić” i „coś robić”. Jest to skutek Upadku, symptom głęboko usadowionej choroby, lecz ślepi przywódcy religijni karmią ten straszny niepokój, zamiast leczyć go za pomocą Słowa i Ducha.
 Jeśli wiele zajęć, w które angażuje się przeciętny zbór, prowadzi do zbawienia grzeszników lub do doskonalenia wierzących, to łatwo i triumfalnie można by je było usprawiedliwić, lecz tak nie jest. Moje obserwacje doprowadziły mnie do przekonania, że wiele, być może większość zajęć, w które angażuje się przeciętny zbór; w żaden sposób nie przyczynia się do wykonania prawdziwego dzieła Chrystusa na ziemi. Mam nadzieję, że się mylę, lecz obawiam się, iż mam rację.
Nasze religijne zajęcia powinny być ułożone w taki sposób, żebyśmy mieli mnóstwo wolnego czasu na pielęgnowanie owoców odosobnienia i ciszy. Jednakże trzeba pamiętać, że możliwe jest marnowanie okresów wyciszenia, które udało się nam wyrwać dla siebie wśród zgiełku dnia. Nasze rozmyślanie ma być skierowane ku Bogu; w przeciwnym wypadku możemy spędzać nasz czas na ponownej rozmowie z samymi sobą. Może to przyczynić się do wyciszenia naszych nerwów, ale nie doprowadzi nas ani trochę dalej w naszym duchowym życiu.
Przychodząc do Boga powinniśmy umieszczać siebie w Jego obecności, ufając, że nie my jesteśmy stroną czynną, tylko On. Bóg długo czekał, by się nam objawić, czekał aż do tego czasu, w którym nasz hałas i nasza aktywność ucichły na tyle, byśmy mogli Go usłyszeć i poczuć. Następnie powinniśmy skupić uwagę naszych dusz na Trójjedynym Bogu. Nie jest ważne, czy jedna Osoba Trójcy, czy inna domaga się naszego obecnego zainteresowania. Możemy ufać, że Duch skłoni nasze umysły ku Osobie, o której w danej chwili najbardziej musimy rozmyślać.
Jeszcze jedno. Nie próbuj wyobrażać sobie Boga, gdyż będziesz miał zmyślonego Boga; i na pewno nie rób tego, co niektórzy czynili: nie „ustawiaj krzesła dla Niego”. Bóg jest Duchem. On mieszka w twoim sercu, a nie w twoim domu Rozmyślaj o Piśmie, i niech wiara pokaże ci takiego Boga, jaki jest w nim objawiony. Nic nie może się równać z tym chwalebnym widokiem.


Aiden Wilson Tozer - Niezwykły chrześcijanin 

czwartek, 25 lipca 2019

Charakter


Mistrzowska strategia diabła wobec nas, chrześcijan, nie sprowadza się do fizycznego zabijania nas (chociaż mogą być szczególne sytuacje, w których śmierć fizyczna lepiej pasuje do jego planu), lecz polega na zniszczeniu naszej mocy do prowadzenia duchowej walki. Jak bardzo mu się to udało. W tych dniach przeciętny chrześcijanin jest zupełnie niegroźny. Bóg o tym wie. Taki jest dzieckiem noszącym z wielkim wstydem zbroję wojownika; jest chorym orlątkiem, które nigdy nie potrafi wznieść się na swoich skrzydłach; jest wyczerpanym pielgrzymem, który wycofał się z podróży i siedzi z nieruchomym uśmiechem na twarzy, próbując czerpać przyjemność z wąchania zwiędłych kwiatów, które zerwał po drodze.

*** 

W tych dniach nasze kościoły są pełne (lub pełne w jednej czwartej części) chrześcijan słabego rodzaju, których trzeba karmić dietą złożoną z nieszkodliwej rozrywki, by podtrzymać ich zainteresowanie. Niewiele wiedzą o teologii. Niewielu z nich czytało któregoś z wielkich chrześcijańskich klasyków, lecz większość dobrze zna religijną fikcję i filmy, które budzą silne emocje. Nic dziwnego, że ich stan moralny i duchowy jest tak słaby. Takich można jedynie nazywać słabymi zwolennikami wiary, której nigdy nie zrozumieli.

***

Tajemnica Życia tkwi w teologii i w niej znajduje się także klucz do nieba. Nauka przychodzi nam z trudem, łatwo zapominamy, i pozwalamy, by wiele rzeczy rozpraszało naszą uwagę. Dlatego powinniśmy skłonić nasze serca do studium teologii. Powinniśmy ją głosić z naszych kazalnic, śpiewać o niej w naszych hymnach, nauczać jej naszych dzieci i uczynić ją tematem rozmów podczas spotkań z naszymi chrześcijańskimi przyjaciółmi.

***

Ludzkie serce jest z natury heretyckie. Popularne wierzenia religijne trzeba starannie sprawdzać na podstawie Słowa Bożego, gdyż prawie na pewno są one błędne. Na przykład legalizm jest czymś naturalnym dla ludzkiego serca. Łaska w swym prawdziwym, nowotestamentowym znaczeniu jest czymś obcym dla ludzkiego rozumu, nie dlatego, że jest sprzeczna z rozumem, ale dlatego, iż znajduje się poza nim. Doktryna łaski musiała być objawiona; nie można było jej odkryć.

***

Skoro Bóg wybrał cię, żebyś był szczególnym obiektem Jego łaski, to możesz oczekiwać, że uhonoruje On cię surowszą dyscypliną i większym cierpieniem niż w przypadku mniej uprzywilejowanych ludzi, od których nie wymaga On, by aż tyle znieśli. I tu uprzedzę zarzut, który na pewno ktoś podniesie, mianowicie, że Bóg nie ma wśród Swoich dzieci „ulubieńców”. Pismo Święte i historia chrześcijaństwa zgodnie wykazują, że ma. Gwiazda od gwiazdy różni się jasnością pośród świętych na ziemi, jak również wśród uwielbionych w niebie.

***

Chcąc wykonać Swoje najważniejsze dzieło łaski wewnątrz ciebie, będzie musiał odebrać twemu sercu wszystko, co najbardziej kochasz. Wszystko, w czym pokładasz zaufanie, będzie musiało cię opuścić. Tam, gdzie zwykle znajdowały się twoje skarby, będą teraz leżały stosy popiołów. Nie chodzi tu o nauczanie o uświęcającej mocy ubóstwa. Jeśli bieda czyniłaby ludzi świętymi, to każdy kloszard siedzący na ławce w parku byłby świętym. Lecz Bóg zna sekret usuwania z naszych serc rzeczy, które w nich nadal pozostają. On po prostu powstrzymuje nas przed radowaniem się nimi. Pozwala nam je zachować, lecz czyni nas psychologicznie niezdolnymi do tego, by nasze serca za nimi poszły. Zatem są one użyteczne, nie będąc przy tym szkodliwymi. To wszystko Bóg osiągnie za cenę zwykłych przyjemności, które aż do tej chwili były wsparciem dla twego życia i dawały ci do niego chęć. Teraz, podczas troskliwej kuracji prowadzonej przez Ducha Świętego twoje życie może stać się beznamiętne, pozbawione smaku, i do pewnego stopnia uciążliwe.



A. W. Tozer - Niezwykły chrześcijanin