poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Niepewność

... przyjaciel odpowiedział: „Wiesz co, nie jestem pewien". Pomyślałem wtedy, że to bardzo rozsądna odpowiedź, świadcząca o jego głębokiej pokorze. Tylko że od tamtej pory minęło już pięć lat a on wciąż „nie jest pewien". Utknął w miejscu, wybrał wątpienie, postawę bardzo dziś atrakcyjną i wręcz szanowaną. Gdy wyrażasz wątpliwości, jesteś „swój". Posłuchaj, co mówią niektórzy: Tak naprawdę nie wiem... wciąż zmagam się z tym problemem... Wiesz co, nie mam pewności...". A jeśli już się zdarzy, ze ktoś wyrazi stanowcze przekonanie w jakimś obszarze, zaraz szybko doda: „Ale to oczywiście tylko moje zdanie". Tak jakby posiadanie przekonań było czymś niewłaściwym. Pewność budzi podejrzenia; nie brzmi „prawdziwie" czy „autentycznie". Wątpić - to takie ludzkie. Wydajesz się bardziej „ludzki", gdy dzielisz się wątpliwościami, niż gdy jesteś czegoś pewien. W efekcie niepewność jest w cenie, gdyż wydaje się bardziej ,,autentyczna". Nasuwa się tu jeszcze jedno skojarzenie. Owszem, dogmatycy, wyrażający arogancką pewność w różnych sprawach, swoją postawą naprawdę poczynili wiele szkód. Szczególnie dogmatycy religijni. Toteż „dobrzy" ludzie nie chcą mieć z dogmatyzmem religijnym nic wspólnego, nie chcą też być uważani za tych, którzy mają silne, ugruntowane przekonania. Nie chcą być z tym nawet kojarzeni. Poza tym dzisiejsza kultura promuje postawę wątpienia we wszystko. Gdy na ekrany kin weszła pierwsza część serii “Opowieści z Narnii”, byłem w szoku, jak bardzo scenarzyści wypaczyli charakter Piotra. Autor książki C.S. Lewis, ukazuje go jako silnego i odważnego, tymczasem twórcy filmu przedstawili nam chłopca niepewnego i pełnego wątpliwości. To zupełne odwrócenie jego charakteru, wskazujące na popularny trend, jaki panuje we współczesnym świecie. Chcieli w ten sposób nadać Piotrowi więcej „wiarygodności". Bo dopiero gdy wątpisz, jesteś “swój". Reżyser Peter Jackson dokonał tego samego zabiegu na charakterze Aragorna, gdy filmował trylogię Tolkiena “Władca pierścieni”. W pierwotnym zamyśle autora Aragorn to postać emanująca siłą i pewnością siebie. Nie brak mu pokory, ale postępuje stanowczo i zdecydowanie. Tymczasem w filmie został sportretowany jako postmodernistyczny bohater, zmagający się z niepewnością, zwątpieniem w samego siebie i żalem. Tak jak byśmy już nie wierzyli, że mogą istnieć na świecie prawdziwi bohaterowie. Wyszedłem z kina wściekły. Przyszedł mi wtedy do głowy pewien cytat z książki Alana Blooma. Odnosząc się do czynionego przez postmodernistów fundamentalnego założenia, Bloom napisał: “Człowiek prawdziwie do czegoś przekonany stanowi realne zagrożenie. Na podstawie obserwacji historyczno-kulturowych widzimy, że w przeszłości cały świat pogrążony był w szaleństwie; ludzie trwali w przekonaniu, że mają rację, co prowadziło do wojen, prześladowań, niewolnictwa, ksenofobii, rasizmu i szowinizmu. Obecnie zaś nie chodzi o to, by poprawiać błędy i naprawdę mieć rację, ale raczej, by w ogóle nie myśleć, że można mieć jakąkolwiek rację (The Closing of the American Mind). A zatem udające pokorę wątpliwości stały się dziś cenną zaletą, warunkiem koniecznym do tego, by budzić respekt. Ludzie o silnych przekonaniach budzą podejrzenia. Wielu znanych mi chrześcijan przyjęło postawę umiarkowanego zwątpienia, wierząc, że jest to prawdziwa zaleta charakteru. Żeby było jasne: doceniam pragnienie bycia pokornym i trzymanie się z dala od dogmatyzmu. Myślę, że to słuszna droga. Ale, przyjaciele, silne przekonania nie są naszym wrogiem! Jest nim duma. Jest arogancja. Pycha. Ale nie przekonania. Jak powiedział G.K. Chesterton: „Otwarty umysł to w rzeczywistości oznaka głupoty, podobnie jak otwarte usta. (...) Człowiek otwiera umysł, by, podobnie jak ustami, natychmiast uchwycić nim cokolwiek, co w niego wpadnie". Spójrzmy teraz na Jezusa, który zawsze potrafił tak cudownie sprzeciwiać się ogólnie przyjętym normom. Jego szczerość, pokora czy miłosierdzie są bezdyskusyjne. A jednak wątpliwości czy niepewność - co dla wielu może być sporym zaskoczeniem - nie spotykają się z Jego aprobatą. “Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie!. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary?" (Ewangelia św. Mateusza 14,22-31). Jezus nie chwali Piotra za autentyczność tej reakcji. Nie mówi: „Piotrze, ależ byłeś prawdziwy w swoim pomieszaniu i jak uczciwy, kiedy zwątpiłeś, tracąc grunt pod stopami! Wielu będzie mogło się na to powoływać". Nie, On go gani za poddanie się wątpliwościom. (...) Bycie „niewiernym Tomaszem" - niedowierzającym, pełnym wątpliwości - to żadna chluba, ale powód do wstydu. (...) Gdybyś był naprawdę przekonany, że ludzie idą na wieczne potępienie, jeśli nie uwierzą w Jezusa Zbawiciela, wówczas daleko śmielej byś się dzielił swoją wiarą, a wtedy... co pomyśleliby o tobie koledzy z pracy? Zauważ, jak wygodnie jest wątpić. I znowu wracamy do kwestii motywów.

John Eldredge - Pełna ulga w świętości

środa, 21 maja 2014

Interpretacja

Cała księga [Objawienia] składa się ze zmieniających się scen, ruchomych obrazów i aktywnych symboli. Ponadto są dźwięki, głosy, pieśni, odpowiedzi, chóry. Rodzi się jednak pytanie, co znaczą te obrazy? W jaki sposób będziemy je interpretować? By odpowiedzieć na to pytanie, zróbmy małą dygresję. Na pewno pamiętacie przypowieść o miłosiernym Samarytaninie w Łukasza 10. Są osoby, które zinterpretowałyby tę piękną historię w następujący sposób: mężczyzna, który podróżuje z Jerozolimy do Jerycha przedstawia Adama, głowę rasy ludzkiej. Zostawił niebiańskie miasto i podróżuje w dół, do ziemskiego zepsutego miasta. Lecz łaknąc „ziemi", wpada w ręce złodziei, to znaczy zostaje opanowany przez szatana i jego złych aniołów. Owi złodzieje odzierają go z szaty pierwotnej sprawiedliwości. Również biją go, zostawiając całego poranionego, półżywego (PÓŁŻYWEGO w grzechach i upadkach!). Kapłan i lewita przedstawiają zakon i ofiary. Nie mogą zbawić grzesznika, nie są w stanie udzielić pomocy. Lecz dobry Samarytanin, mianowicie Jezus Chrystus, podróżuje tą drogą i pomaga biednemu grzesznikowi. Dobry Samarytanin namaszcza jego rany oliwą Ducha Świętego oraz winem, to znaczy, krwią swojej męki. Następnie wkłada biedaka na własnego muła, symbolizującego zasługi Chrystusowej sprawiedliwości. Zabiera biedaka do gospody, to znaczy, do kościoła. Następnego dnia daje gospodarzowi dwa denary, to jest Słowo Boże i Sakramenty, by zaspokoić duchowe potrzeby biednego grzesznika. Wówczas dobry Samarytanin odjeżdża, lecz obiecuje powrócić. 
Cóż, jeżeli czytelnik w ten sposób myśli oraz zachwyca się takimi uduchowionymi wyjaśnieniami, równie dobrze może zamknąć tę książkę. Nigdy nie zrozumie właściwie przypowieści naszego Pana. Ani też nigdy nie będzie w stanie zrozumieć księgi Objawienia. Podkreślmy fakt, że ta interpretacja od początku do końca jest niepoprawna. Kompletnym błędem jest doszukiwanie się ukrytych znaczeń, zastanawiać się, co oznacza biedny człowiek, który dostał się między złodziei, co symbolizują złodzieje, kapłan, lewita, dobry Samarytanin, wino, oliwa, muł, gospoda oraz dwa denary. Żadna z tych rzeczy nie ma absolutnie żadnego „głębszego", duchowego znaczenia! Jeśli muł ma być uduchowiony, kto ma dokładnie ustalić, jakie jest jego znaczenie? A co z dwoma denarami? Czy reprezentują dwa Sakramenty, Słowo Boże i Sakramenty czy dwa testamenty? Kto to ustali? Nie wynika to z kontekstu przypowieści i dlatego nie powinniśmy doszukiwać się głębszego znaczenia. 
Z pewnością wszystkie te elementy przypowieści: wino, oliwa, kapłan, lewita, gospoda, dwa denary itd. posiadają wartość, ponieważ bez nich przypowieść byłaby niekompletna i nie niosłaby żadnego przekazu. Jednak nie powinniście przypisywać odrębnego, duchowego znaczenia każdemu z tych elementów. Po prostu, służą temu, by parabola była kompletna. Wówczas, gdy przeczytacie całą przypowieść, powinniście zapytać: „Jakie jest znaczenie tej przypowieści, postrzeganej jako całość?". Każda parabola uczy jednej, głównej prawdy. Małe studium kontekstu zwykle czyni tę prawdę doskonale wyraźną. W świetle Łukasza 10:25-29 oraz wersetów 36 i 37, widzimy, że znaczenie tej pięknej historii jest takie, że powinniśmy być bliźnimi dla każdego, kogo Pan postawi na naszej drodze, a nie zastanawiać się na tym, kto jest moim bliźnim.


William Hendriksen - Więcej niż zwycięzcy

czwartek, 27 lutego 2014

Pokój z Bogiem

Paweł nie mówi, że mamy "pokój Boży", ale że mamy "pokój z Bogiem". "Pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum" (Fil.4,7) jest czymś, czego potrzebuje człowiek, otoczony problemami, trudnościami oraz udrękami. Jest poważnie zagrożony ulegnięciem niepokojącym go troskom, zmartwieniom i obawom. Wszyscy jesteśmy narażeni na tego rodzaju pokusę. W liście do Filipian apostoł zajmuje się ludźmi solidnie utwierdzonymi w chrześcijańskim życiu, a nie sposobem, w jaki można rozpocząć tego rodzaju życie. Nigdy nie poznamy "pokoju Bożego" póki nie będziemy mieć "pokoju z Bogiem". Ważne jest, byśmy zrozumieli, iż tutaj tematem nie jest to, jak mamy sprostać życiowym udrękom, ale raczej, jak możemy sprostać Bożemu prawu, zmierzyć się z Bożym sądem, i Bożą sprawiedliwością. Apostoł przypomina nam, że przez Pana Jezusa Chrystusa i dzięki środkowi, jakim jest usprawiedliwienie z wiary, mamy pokój względem Boga. (...)
...jeśli chcesz mieć pewność zbawienia, nie zaczynaj od swoich uczuć, ale od zrozumienia, a uczucia pojawią się później.(...)
Kolejna cecha charakterystyczna fałszywego pokoju jest nieco zaskakująca i niespodziewana. Człowieka, który posiada fałszywy pokój, nigdy nie dręczą wątpliwości. Falsyfikat zawsze jest zbyt wspaniały, falsyfikat sięga dalej niż prawdziwe przeżycie. Kiedy diabeł daje człowiekowi fałszywy pokój, imitujący ten prawdziwy, stwarza warunki, w których człowiek znajduje się w pewnym stanie psychicznym. Nie staje w sposób rzeczywisty w obliczu prawdy, nie ma zatem niczego, co mogłoby go zmartwić. Intelektualni wierzący nigdy nie są zaniepokojeni, są całkowicie odprężeni, nie mają wątpliwości i smutków. Osoby posiadające falsyfikat pokoju są zbyt wygadane i beztroskie. Porównajcie takich ludzi z nowotestamentowym obrazem chrześcijanina.

dr Martyn Lloyd-Jones - Pewność zbawienia 

poniedziałek, 17 lutego 2014

Narodziny prawdziwego życia i miłości.

Dzieje się coś podobnego jak w materialnym świecie przy każdych narodzinach. Płód rodzi się nie dlatego, że chce się urodzić, że lepiej dla niego jest się narodzić i że wie iż dobrze jest się urodzić, lecz dlatego, że dojrzał i nie może kontynuować uprzedniego istnienia; musi poddać się nowemu życiu nie tyle dlatego, że ono go wzywa, ile dlatego, że znikła możliwość uprzedniego istnienia.
Dzieje się dokładnie to samo, co się dzieje podczas powstawania wszystkiego. Ta sama zagłada ziarna, uprzedniej formy życia, i wypuszczenie nowego kiełka; ta sama pozorna walka uprzedniej formy rozkładającego się ziarna i wzrost kiełka - i to samo odżywianie kiełka kosztem rozkładającego się ziarna. Nie możemy widzieć narodzin tej nowej istoty, nowego stosunku rozumnej świadomości do zwierzęcej, tak samo jak ziarno nie może widzieć wzrostu swojej łodygi. Kiedy rozumna świadomość wychodzi ze swego ukrytego stanu i nam się ukazuje, odnosimy wrażenie, że doznajemy sprzeczności. Lecz żadnej sprzeczności nie ma, tak jak nie ma jej w kiełkującym ziarnie. W kiełkującym ziarnie widzimy tylko, że życie mające uprzednio formę ziarna teraz jest już w jego kiełku. Dokładnie tak samo właśnie w człowieku o przebudzonej rozumnej świadomości nie ma żadnej sprzeczności, lecz są tylko narodziny nowej istoty, nowego stosunku rozumnej świadomości do zwierzęcej. (...)
Miłość prawdziwa jest samym życiem. "My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci."(1J 3,14) (...) Miłość nie jest zamiłowaniem do czegoś zwiększającego chwilowe korzyści osobiste człowieka, tak jak miłość do wybranych osób lub upodobanie do pewnych przedmiotów, lecz stanowi dążenie do dobra tego, co jest poza człowiekiem, co w nim zostaje po wyrzeczeniu się pożytków z tożsamości zwierzęcej. (...) Miłość ta, w której - i tylko w niej - jest życie, przejawia się w duszy człowieka jako ledwie zauważalny, delikatny kiełek pośród podobnych do niej ordynarnych kiełków chwastów rozmaitych żądz ludzkich, które nazywamy miłością. Najpierw ludziom i samemu człowiekowi wydaje się, że ten kiełek - z którego powinno wyrosnąć drzewo, miejsce na ptasie gniazda - i wszystkie inne kiełki są tym samym. Nawet wolą oni zrazu kiełki chwastów, które rosną szybciej, a jedyny kiełek życia, zagłuszony, obumiera; co gorsza zdarza się jeszcze częściej, że słyszeli, iż wśród tych kiełków jest jeden prawdziwy, życiowo ważny, zwany miłością, tymczasem, depcząc go, zaczynają w zamian hodować inny - kiełek chwastu, nazywając go miłością. A co jeszcze gorsze: stwardniałymi rękami chwytają kiełek i krzyczą: "oto on, znaleźliśmy go, teraz wiemy, że to on, wyhodujemy go. Miłość! Miłość! wyższe uczucie, oto ono!"  i zaczynają go przesadzać, doskonalić, i zawłaszczają go, zgniatają tak, że umiera, nie rozkwitnąwszy, a ci sami lub inni ludzie mówią: wszystko to bzdura, głupstwa, sentymentalizm. Zalążek miłości, w przejawie swym delikatny, nie znoszący dotyku, potężnieje tylko wtedy, gdy się rozrasta. Wszystko, co będą przy nim robić ci ludzie, tylko mu zaszkodzi. Potrzebne mu jedno - żeby nic nie zasłaniało słońca rozumu, bo tylko ono powoduje jego wzrost.

Lew Tołstoj - O życiu

wtorek, 10 grudnia 2013

Oskarżenia

Kiedy nasze sumienie dźwiga ciężar jakiejś porażki, diabeł natychmiast stara się odwołać do prawa, które nazwaliśmy Synajem, by oskarżyć nas powołując się na standardy wówczas przyjęte, których nie udało się nam zachować. Im wyższe nasze standardy moralne i duchowe, tym więcej diabeł ma do dyspozycji by móc zaatakować i oskarżyć nas.
Słusznie został on nazwany "oskarżycielem naszych braci" (Obj.12,10). Nie tylko oskarża nas on przed Bogiem, lecz również oskarża chrześcijanina przed nim samym, wskazując wszystkie kwestie, czy to prawdziwe, czy wyobrażone, w których nie udało mu się wypełnić przyjętego przez siebie prawa wzbudzając w nim poczucie potępienia. Psychiatra diagnozuje je u neurotycznego pacjenta jako "kompleks poczucia winy", lecz jest to również coś, z czym zmaga się wielu zdrowych psychicznie chrześcijan. Źródłem tego jest szatan, a tym, co nadaje siłę jego argumentom, jest ewidentnie prawo.  ("Siłą grzechu prawo" 1Kor 15,56) (...)
Skutkiem, jaki szatan uzyskuje przez swe oskarżenia jest skłonienie człowieka, by uciekł się do własnych wysiłków i usiłowań. Mówi nam czym nie jesteśmy, byśmy na własną rękę z mozołem próbowali nadrobić swoje braki. Oskarża nas, że niewystarczająco dużo się modlimy, nie dość często mówimy innym o tym, że potrzebują Chrystusa, nie oddajemy wystarczająco dużo Bogu, nie mamy dość pokory i tak dalej, po to tylko, by zmusić nas do prób dokonania wszystkich tych rzeczy własnymi siłami. Jedynym celem tych oskarżeń jest zniewolenie nas poprzez schwytanie w pułapkę własnego dążenia i wysilania się.
W ten sposó sprawia, że próbujemy wspiąć się inną drogą do błogosławieństwa (a jest to bardzo trudne i bolesne, bo mur jest wysoki!) zamiast wejść przez Bramę znajdującą się na poziomie ulicy.

Roy Hession - Ujrzeć Jezusa

czwartek, 3 października 2013

Ślepa

Przed kilku dniami oglądałem dokładniej obraz, który już zdala kilka razy obserwowałem. Rozciąga się na nim bujna wspaniałość barw, szerokie pole czerwonych maków. Przezeń kroczy ślepa. Kijem w ręku szuka sobie drogi. W drugiej ręce niesie wielki dzban. Gdym obraz ten spostrzegł pierwszy raz, myślałem, że malarz chciał przedstawić, jak człowiek przechodzi koło tyle darów i łaski Bożej i nie widzi, iż to ręka Pana jemu każdodziennie daruje. Lecz z tem nie zgadzała się królewska postawa niewiasty i mimo ociemniałe oczy cudowny, szlachetny wyraz twarzy. Wkrótce też zauważyłem dwa na pozór nie wiele znaczące rysy obrazu: mały krzyż na jej piersiach i opadłe, na ziemi leżące, czerwone listki kwiatów maku. Wyjaśniło mi się: czerwony mak oznacza piękność świata pomijającego, a niewiasta przedstawia miłość chrześcijańską, która nie zważa na wabiącą ale tak znikomą piękność świata, mając daleko wyższe i szlachetniejsze zadanie wypisane w jej poważnych rysach twarzy. Jakie to jest zadanie, oznacza dzban, z którym śpieszy do źródła. On za wielki, aby miał zaspokoić tylko jej własne potrzeby. Tam w tyle męczą się jej bracia, z źródła przyniesie im orzeźwiającej wody. Dlatego też nie zważa na otaczającą ją krasę - nie zważa ze względu na braci. 
Wielu z naszych zrozumiało w tych dniach, kiedy bracia nasi znosić muszą największe niewygody, po części męczą się, krwawią i umierają, że trzeba być ślepym na żądze tego świata przemijającego, służyć braciom na polu bitwy, starać się dla nich o orzeźwienie dla ciała i duszy. Niektórzy jeszcze tego nie zrozumieli. A nie tylko nasi żołnierze padają zmęczeni, lecz ci wszyscy w domu pozostali, te opuszczone dzieci i złamane serca.
Mamy nadzieję, że za łaską Boga wojna się też skończy. Pozostanie zadanie miłości. A u wszystkich narodów w wojnie udział biorących będzie wielu cieleśnie i duchowo złamanych; czy też kto sobie na nich wspomni a pragnącym poda z studni wody żywota. Jakie ogromne zadanie misyi! Kto weźmie dzbanek i napoi braci?
Wodę żywą tylko ten podać może, który ją znalazł i sam ją pił. Jezus mówi: Kto pragnie, niech przyjdzie; kto chce niech bierze wodę żywota za darmo. Krzyż na piersi ślepej powiada nam, że wodę tę znajdziemy na Golgocie, gdzie wina nasza zmyta i przystęp do Ojca wyjednany został. Pij z tego źródła, nie zważaj na żądze świata, pomyśl o biednych braciach, napój ich, aby Pan powiedział ci raz: Byłem pragnącym a napoiliście mię.
(pisownia oryginalna)


Ewangelicki dwutygodnik sprzed niemal stu lat "Dla Wszystkich" 15. lipca 1915. (Śląsk Pruski, Śląsk Austriacki, Ameryka) pod red. Ks. E. Lohmanna
obraz z 1889 roku "Die Blinde im Mohnfeld", Bruno Piglhein (1848-1894)

piątek, 13 września 2013

Nowe przymierze

Stare przymierze było przymierzem obustronnym. Bóg miał swoją część do wykonania i swoje warunki do wypełnienia, a Izraelici mieli swoje. Tak więc od początku było jasne, że jeśli Izraelici złamią swoją część przymierza i nie uda im się sprostać jego wymogom, nie tylko stracą błogosławieństwa obiecane przez Boga, ale zrujnują społeczność z Bogiem i ściągną na swoje głowy jego przekleństwo.
A to właśnie, dokładnie uczynili! Bóg był cierpliwy, ale Izrael stale i bez końca nie dotrzymywał swoich zobowiązań, i w końcu Bóg ich odrzucił: Ponieważ oni nie wytrwali w moim przymierzu, przeto Ja nie troszczyłem się o nich, mówi Pan. Hebr.8,9
Powinno to być dla nas lekcją; ale niestety wciąż są ludzie, nawet w chrześcijaństwie, którzy wyobrażają sobie, że prawdziwa i satysfakcjonująca społeczność z Bogiem może być zbudowana na tych samych warunkach, zachowania starego przymierza. Mogą nie wyrażać tej myśli w użytych przez nas teologicznych terminach i mogą próbować powiedzieć mniej więcej coś takiego: "Wierzę, że jeśli zrobię, co potrafię, aby zachować przykazania, służyć Bogu i miłować mojego bliźniego, będę w porządku, to wszystko dobrze się skończy." Ale niestety to nieprawda. Jest to niemożliwe. I jeśli nalegają, aby ich relacja z Bogiem zależała od własnych nieudanych wysiłków w zachowaniu praw, to i Bóg nie będzie miał innego wyjścia jak odrzucić ich, podobnie jak odrzucił naród izraelski.
Sam Bóg zatem zamknął stare przymierze i wszelkie próby budowania społeczności z ludźmi na jego podstawie. Bóg zapowiedział swój zamiar uczynienia tego kilka wieków temu przez proroka Jeremiasza. Zapowiedział, że pewnego dnia uczyni nowe przymierze ze swym ludem.
Tak więc nowe przymierze musiało być inne, zupełnie inne od starego: Nie takie przymierze, jakie zawarłem z ich ojcami. W dniu, gdym ujął ich za rękę, aby ich wyprowadzić z ziemi egipskiej." Zwróćmy uwagę na to "nie", ponieważ czasami słyszymy sugestie, że pomimo wszystko nowe przymierze nie różni się tak bardzo od starego. Ale według Boga różni się w sposób radykalny i fundamentalny.
W jakich aspektach? Po pierwsze w tym, że nowe przymierze nie jest przymierzem dwustronnym. Spójrzcie na jego warunki, zostały tu spisane Hebr 8,10-12:  
Takie zaś jest przymierze, które zawrę z domem Izraela po upływie owych dni, mówi Pan: 
1) Prawa moje włożę w ich umysły i na sercach ich wypiszę je, i będę im Bogiem, a oni będą mi ludem. 
2) I nikt nie będzie uczył swego ziomka ani też swego brata, mówiąc: Poznaj Pana, bo wszyscy mnie znać będą od najmniejszego aż do największego z nich. 
3) Gdyż łaskawy będę na nieprawości ich, a grzechów ich nie wspomnę więcej.

Widzicie , że ani jednej rzeczy nie wymaga Bóg od swego ludu, nie są wezwani do spełnienia ani jednego warunku. Warunki przymierza zapowiadają po prostu, każdy z nich i wszystkie razem, co uczyni Bóg. Uczyni wszystko! I ponieważ Bóg wypełni wszystkie warunki, które wypełnić obiecał, przymierze nigdy nie będzie złamane, a lud Boży nigdy nie zostanie porzucony ani odrzucony.


David Gooding - Niewzruszone królestwo

piątek, 6 września 2013

Uzdrowienie

Derek wiedział już co robić. Musi karmić się Słowem Bożym i skupiać się na fragmentach, które umacniają wiarę w to, czego potrzebuje - uzdrowienie. Dlatego postanowił zacząć czytać Biblię od początku z niebieską kredką w ręce i zaznaczać wszystkie fragmenty odnoszące się do uzdrowienia. Jak później do końca życia zwykł mówić: "Oczywiście, po pewnym czasie cała Biblia była niebieska. Boże uzdrowienie wyskakiwało z każdej strony Pisma".
Ale istniał pewien problem. Kiedy Derek usłyszał słowo uzdrowienie, myślał o uzdrowieniu duszy, a nie ciała. Przeszkadzała mu znajomość Platona. Rzeczy duchowe pochodziły z innego świata, niefizycznego, nauczał Platon. Prawda leżała w niewidzialnej dziedzinie ideału, ale nie w naturalnym świecie form. Derek zmagał się z platońskim mistycyzmem przez całe życie, ale tym razem Bóg wyraźnie go poprawił. Derek znalazł urywek z Przypowieści Salomona 4,20-22. Człowiekowi, który poświęca się Słowu Bożemu, fragment ten obiecuje, że będzie ono "lekarstwem dla całego ich ciała". Derek wiedział, że nie ma tutaj pomieszania ciała z duszą. "A więc", myślał Derek, "Słowo Boże jest lekarstwem dla ludzkiego ciała. Nie tylko jakimś ogólnym pokarmem dla duszy, ale uzdrowieniem konkretnie dla ciała".
Pojęcie lekarstwa zachęciło Dereka do dalszego badania. "Jak przyjmuje się lekarstwo?" - zadał sobie pytanie. Odpowiedź: trzy razy dziennie, po posiłkach. Tak więc postanowił przyjmować Słowo Boże jak lekarstwo po każdym posiłku. Przez miesiące po każdym posiłku robił sobie przerwę i wchłaniał słowa Biblii z nastawieniem człowieka, który przyjmuje medykament według precyzyjnie opracowanego rozkładu. (...) Po kilku miesiącach jego choroba w znacznej mierze ustąpiła.(...)
Bóg zaczynał go uczyć, jak chodzić w mocy, jak odnosić zwycięstwo Jezusa na krzyżu dla innych ludzi. Derek czuł, że lekcje te nie były przeznaczone tylko dla niego. Przyjmował je, odczuwając, że każde przeżycie jest duchową studnią, z której będzie czerpał wielokrotnie.


Stephen Mansfield - Derek Prince. Biografia

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Teologia zastąpienia.

Niektórzy spośród prawie trzy tysięcznej rzeszy ludzi, którzy nawrócili się, zostali ochrzczeni i otrzymali Ducha Świętego, powrócili do Rzymu i założyli w tym mieście zbór. Oznacza to, że w swej pierwszej fazie istnienia, kościół rzymski składał się wyłącznie z Żydów.
Po tym nadszedł kolejny etap rozwoju tego kościoła, kiedy zaczęli ewangelizować Rzym i wielu pogan przyjęło żydowskiego Mesjasza, jako swojego Pana i Zbawiciela. Tak więc w drugiej fazie rzymski kościół stanowił mieszankę Żydów i pogan.
Trzeci etap życia tego kościoła przyniósł zaskakujący zwrot sytuacji.
W latach pięćdziesiątych naszej ery imperator Klaudiusz postanowił wygnać wszystkich Żydów z Rzymu. Uczynił to na kanwie zamieszek i niepokojów społecznych wywołanych z powodu człowieka zwanego Chrestus.
Paweł stwierdzał, że gdziekolwiek się udawał, byli tam też Żydzi, którzy uwierzyli, ale większość z nich nie wierzyła i wszczynała zamieszki z Rzymianami.
Właśnie coś takiego na niespotykaną skalę działo się w samym Rzymie. Żydzi coraz bardziej okazywali swój gniew i oburzenie, ponieważ wiele osób z ich społeczności przyłączyło się do tej nowej sekty, oddając cześć "Chrestusowi". Cezar Klaudiusz zareagował bardzo ostro i stanowczo: Precz z Żydami! Wypędził z Rzymu wszystkich Żydów, niezależnie od tego, czy wierzyli w tego Chrestusa czy też nie. Dz.18.
Czwarty etap historii rzymskiego kościoła rozpoczął się z chwilą śmierci cezara Klaudiusza i wstąpienia na tron cezara Nerona. W ciągu kilku pierwszych lat swego panowania Neron był całkiem dobrym imperatorem. Jego poprzednik Klaudiusz pozostawił Rzym w bardzo złym stanie ekonomicznym. Neron wiedział , że Żydzi byli dobrymi finansistami i ekonomistami. Nie był ostatnim w historii, który ze względów ekonomicznych postanowił ponownie sprowadzić Żydów. Wiele wieków później tak samo postąpił Lord Cromwell. Na skutek zaproszenia Nerona, Żydzi ponownie przybyli do stolicy imperium. Większość z przybyłych była niewierząca, lecz znaleźli się i tacy jak Akwilla i Pryscylla, którzy wierzyli. Rz.16. Lecz kiedy wierzący Żydzi powrócili i na nowo chcieli zintegrować się z kościołem, do którego kiedyś należeli, poganie nie chcieli ich przyjąć. To właśnie ten problem skłonił Pawła do napisania Listu do Rzymian. (...)
Paweł usiadł więc i postanowił napisać list, aby rozprawić się z tą potencjalnie groźną sytuacją. Podczas dwunastoletniej nieobecności Żydów w Rzymskim kościele, jego nauczyciele doszli do zaskakująco błędnych wniosków: "Banicja Żydów ze stolicy imperium jest dowodem na to, że Bóg odrzucił swój starożytny lud, a nas pogan wybrał, abyśmy ich zastąpili. Musimy być od nich o wiele lepsi, skoro Bóg postanowił zostawić nas tutaj i uczynić nowym Izraelem". Czy ta postawa nie wygląda wam znajomo? Zaczęło się to w kościele w Rzymie już w latach pięćdziesiątych n.e. Cały List do Rzymian napisany został przeciwko przejawom teologii zastąpienia. (...)
Paweł był bardzo poruszony. Po pierwsze dlatego, że taka postawa oznaczała rozłam w rzymskim kościele. Mogła się przyczynić do powstania dwóch odrębnych denominacji - kościoła żydowskiego i nie-żydowskiego. (...)
Członkowie kościoła w Rzymie rozwinęli w sobie pogardę wobec Żydów. Było to pierwsze nasienie antysemityzmu w Kościele Jezusa Chrystusa, które zainfekowało historię Kościoła na kolejne dwa tysiące lat.

David Pawson - Izrael w Nowym Testamencie