czwartek, 17 stycznia 2013

Usprawiedliwienie i Maryja

            Podobnie jak fałszywi nauczyciele z Galacji, Kościół katolicki utrzymuje, że usprawiedliwienie dokonuje się na podstawie wiary oraz uczynków. Podobnie jak fałszywi nauczyciele z Galacji wymagali obrzezania dla otrzymania usprawiedliwienia, tak Kościół wymaga, aby w tymże celu niemowlęta zostały ochrzczone. Podobnie jak obowiązkową praktyką w Galacji stało się przestrzeganie szabatu i świąt żydowskich, tak uczestnictwo w niedzielnej Mszy świętej jest obowiązkowe dla katolika.
            Problem z tą formułą usprawiedliwienia polega na tym, że jest ona pośrednim odrzuceniem warunków zbawienia oferowanych przez Boga. Gdy przychodzimy do Boga, choć częściowo na podstawie własnych dokonań, to faktycznie mówimy Mu, że nie jesteśmy wcale tacy źli, że z punktu widzenia odkupienia jest w nas coś moralnego - tzn., że przynajmniej częściowo zasługujemy na życie wieczne.
***
              Gdy Paweł dowiedział się, co działo się w Galacji, napisał najsurowszy, natchniony przez Ducha Świętego list, jaki mamy w Nowym Testamencie.
              Oskarżenia Pawła musiały zaszokować Galatów. Sądzili, że są oddanymi chrześcijanami. Chociaż zaczęli zastanawiać się nad posłuszeństwem niektórym aspektom Prawa Mojżeszowego, których przestrzeganie było rzekomo potrzebne do osiągnięcia usprawiedliwienia, to jednak, przynajmniej w swoich umysłach, nie porzucili wiary w Chrystusa. Postrzegali teraz usprawiedliwienie jako coś, co było osiągalne przez wiarę i uczynki. Jeśli chodziło o nich samych, to czynili coś więcej, a nie mniej.

***

Jezus nigdy nie nauczał, że Maryja powinna dostępować szczególnej czci, choć miał ku temu wiele okazji podczas swojej ziemskiej posługi. Pewnego razu, gdy mówi do tłumów, jakaś kobieta zawołała do Niego: „Błogosławione ono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś ” ( Łk 11,27). Jezus deprecjonuje jednak tego rodzaju cześć przypisywaną Maryi, odpowiadając: „Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają Słowa Bożego i go przestrzegają” ( Łk 11,28). Innym razem powiedziano Jezusowi: „Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą pomówić z Tobą ” (Mt 12,47). I znowu Jezus odmawia wywyższenia Maryi, odpowiadając: "Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką." Ewangelia według Mateusza 12,48-50

W tym miejscu Pan Jezus stwierdził swoją niezależność od więzi wyłącznie ludzkich. Nauczał, że osobista więź z Nim samym, oparta na podporządkowaniu się Bogu, przedstawia dużo większą wartość niż związek fizyczny, oparty na więzi krwi. Paweł podejmuje ten wątek, stwierdzając o Panu Jezusie: „a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób” (2 Kor 5,16).

W przeciwieństwie do przykładu Chrystusa, Kościół katolicki wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję, aby wywyższyć Maryję. Intencję tę dobrze oddaje łacińska maksyma De Maria Nunquam Satis (Na temat Maryi nigdy nie można powiedzieć wystarczająco dużo).

Jednak jak widzieliśmy, na jej temat już powiedziano za dużo. Przecząc Pismu Świętemu, Kościół ogłosił Maryję: Niepokalanie Poczętą, Matką Bożą, Wiecznie Dziewicą, Współodkupicielką, Wniebowziętą, Królową Nieba i Ziemi oraz Pośredniczką Wszelkich Łask.

Te dogmaty umniejszyły Bożą chwałę i przyczyniły się do tego, że niezliczona rzesza katolików okazuje większą cześć Maryi niż samemu Chrystusowi. Należy zadać pytanie: Czy Kościół katolicki prowadzi swoich wierzących do bałwochwalstwa?

***  
Ewangelia według Rzymu. 
Porównanie katolickiej Tradycji i Słowa Bożego
James G. McCarthy










piątek, 23 listopada 2012

Dolina cienia śmierci

Koniec Doliny Poniżenia był jednocześnie początkiem drugiej, zwanej Doliną Cienia Śmierci, przez którą Chrześcijanin musiał przejść, gdyż droga do Niebieskiego Grodu prowadzi przez sam środek tej doliny. Jest to bardzo odosobnione miejsce. Prorok Jeremiasz określa tę Dolinę Cienia śmierci jako pustynię, kraj pusty i pełen wąwozów, kraj suchy i mroczny, kraj, przez który nikt nie przechodził i gdzie żaden człowiek nie mieszkał (Jer 2:6).
Tutaj, jak wam wkrótce opowiem, Chrześcijanin przechodził jeszcze sroższe próby aniżeli w czasie walki z Apolionem. Widziałem bowiem w moim śnie, że gdy znalazł się na samym kraju tej Doliny Cienia Śmierci, spotkał dwóch mężczyzn, potomków tych, którzy przynieśli Izraelitom złe relacje z dobrego Kraju. Szli oni pośpiesznie z powrotem. Chrześcijanin przemówił do nich tymi słowami: - Dokąd zdążacie?
Mężczyźni: - Z powrotem, z powrotem! A jeśli cenisz sobie życie i pokój, to radzimy ci uczynić to samo.
Chrześcijanin: - Ależ dlaczego? Co się stało?
Mężczyźni: – Co się stało? Szliśmy tą drogą. którą i ty teraz idziesz, tak daleko, jak tylko było można iść, ale naprawdę mało brakowało. aby powrót stał się już niemożliwy. Gdybyśmy zaszli trochę dalej, nie byłoby nas tutaj, aby ci zdać relację.
Chrześcijanin. - Ale cóż was takiego spotkało?
Mężczyźni: - Byliśmy już niemal w samej Dolinie Cienia Śmierci, gdy na szczęście spojrzeliśmy przed siebie i dostrzegliśmy niebezpieczeństwo jeszcze zanim w nie wpadliśmy.
Chrześcijanin: - Co takiego zobaczyliście?
Mężczyźni: - To mało zapytać. co zobaczyliśmy! Już sam widok tej doliny jest okropny. Jest tam ciemno jak w grobie. Zobaczyliśmy również złośliwe larwy, potwory i smoki. Usłyszeliśmy też, jak z tej doliny dochodziły przeciągłe jęki i krzyki, jak gdyby wołali o pomoc jacyś ludzie, będący w bezdennej rozpaczy, siedzący w więzach boleści i w kajdanach.
Ponadto nad tą doliną wiszą chmury trwogi, które odbierają wszelką odwagę do pójścia tamtędy. Również i śmierć bez ustanku nad tą doliną rozciąga swe skrzydła (Job 3:5). Jednym słowem jest to dolina w każdym szczególe straszna, i do tego pełna zamętu.
Chrześcijanin: - Pomimo tego wszystkiego, co mówicie, wiem, że tędy wiedzie moja droga do upragnionej Przystani (Ps 44:19).
Mężczyźni: - Więc niechże to będzie twoja droga, my jej nie obierzemy jako naszej – tak rozstali się i Chrześcijanin poszedł dalej, trzymając dobyty miecz w swej ręce, w obawie przed jakimś atakiem.
Potem widziałem w moim śnie, że wzdłuż całej długości tej doliny, po prawej jej stronie ciągnął się bardzo głęboki rów. Był to ten sam rów, do którego wpadali przez wszystkie wieki ślepi prowadzeni przez ślepych, i gdzie jedni i drudzy nędznie poginęli. Po lewej zaś stronie znajdowało się bardzo niebezpieczne trzęsawisko. Gdy do niego wpada nawet jakiś dobry człowiek, to nie może dla swoich nóg znaleźć oparcia, bagno nie ma dna. Do tego trzęsawiska wpadł swego czasu Król Dawid (Ps 68:15-18) i byłby niewątpliwie w nim utonął, gdyby go stamtąd nie wyciągnął Wszechmocny.
Ścieżka, po której szedł Chrześcijanin. była bardzo wąska i wiodła między rowem z jednej, a trzęsawiskiem z drugiej strony. Było to dla niego bardzo ciężkim doświadczeniem.
Gdy bowiem usiłował w ciemności uniknąć wpadnięcia do rowu, to omal że nie wpadł do bagna, i na odwrót. Tak więc posuwał się naprzód, i słyszałem jak gorzko wzdychał, ponieważ oprócz wyżej wspomnianych niebezpieczeństw, panowała tu taka ciemność, że gdy podniósł nogę, aby zrobić krok naprzód, to nie wiedział gdzie, albo na co ją następnie postawić.
Mniej więcej w środku tej doliny zauważyłem rozwierającą się gardziel piekła, która znajdowała się tuż obok drogi! Chrześcijanin pomyślał wtedy: „Co ja pocznę?“ Z otchłani tej często wydobywały się ogromne płomienia i gęsty dym z iskrami, a także dochodziły do jego uszu przeraźliwe hałasy. (Trzeba dodać, że te istoty nie bały się miecza Chrześcijanina, tak jak bał się go Apolion).
Chrześcijanin zdecydował się schować swój miecz do pochwy i zacząć posługiwać się inną bronią a mianowicie modlitwą (Ef 6:18). Zaczął modlić się na głos, tak, że i ja słyszałem słowa tej modlitwy, gdy wołał: – O Panie, błagam cię, wybaw duszę moją.
Tak szedł dalej jeszcze przez pewien czas, a buchające płomienie cały czas omalże lizały jego zbroje. Słyszał również przeraźliwy szum i gwizdy pędzących tam i z powrotem jakichś niewidocznych istot, tak że czasem zdawało mu się, że zostanie rozszarpany na strzępy, lub rozdeptany jak uliczne błoto.
Patrząc na ten straszny widok i słuchając tych okropnych odgłosów, Chrześcijanin przeszedł kilka długich mil, aż dotarł do pewnego miejsca, gdzie mu się wydawało, że słyszy tupot nóg całej zgrai potworów zastępujących mu drogę.
Tam zatrzymał się, myśląc co najlepiej uczynić. Chwilami przychodziła mu myśl, aby zawrócić, ale potem znowu uświadamiał sobie, że już przebył połowę drogi wiodącej przez tę dolinę, przypominał sobie też, że już przezwyciężył wiele niebezpieczeństw i że niebezpieczeństwo cofania się może być większe aniżeli pójście dalej.
Postanowił więc iść dalej. Tymczasem potwory zdawały się przybliżać coraz bardziej. W momencie jednak, gdy już go miały zaatakować, zawołał donośnym głosem: – Ja pójdę w mocy Pana Boga.
Na dźwięk tych słów potwory pierzchły i więcej się już nie zbliżyły.
Jednej rzeczy nie chciałbym pominąć: biedny Chrześcijanin był do tego stopnia oszołomiony, że zapomniał jak brzmi jego własny głos.
Spostrzegłem to w następujący sposób: otóż w momencie, gdy przechodził obok płonącej otchłani, podszedł do niego cichaczem z tyłu jeden z tych złośliwych demonów i zaczął szeptem podpowiadać mu wiele strasznych bluźnierstw, a on nie rozpoznawszy obcego głosu, sądził, że te myśli naprawdę pochodzą z jego własnego umysłu!
To zasmuciło Chrześcijanina bardziej, aniżeli cokolwiek innego, co dotąd spotkał w drodze. Już sama myśl, że teraz miałby bluźnić przeciwko Temu, którego przedtem tak bardzo miłował, sprawiała mu dotkliwy ból.
Pomimo wysiłków. nie mógł sobie z tym poradzić, nie mógł rozeznać, ani przynajmniej uświadomić sobie, skąd te bluźnierstwa pochodziły.
W tym opłakanym stanie Chrześcijanin posuwał się naprzód przez dłuższą chwilę, gdy nagle wydało mu się, że słyszy czyjś głos, dochodzący z przodu, a słowa, które głos wypowiedział były: - Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną (Ps 23:4).
Bardzo się ucieszył tymi słowami dlatego, że: Po pierwsze – wywnioskował, że w dolinie tej oprócz niego byli też jeszcze inni ludzie bojący się Boga. Po drugie: ponieważ uświadomił sobie, że Bóg był z nimi, mimo że znajdowali się w takiej ciemności i w takiej okropnej sytuacji, jak i on. - A jeśli Pan jest tutaj nimi – pomyślał sobie – to czemu nie ze mną? To tylko istniejące na tym miejscu przeszkody nie pozwalają mi tego dostrzec, że istotnie mój Pan jest ze mną (Job 9:11).
Po trzecie, ponieważ miał nadzieję, że jeśli uda mu się ich dogonić, to w przyszłości będzie mógł podróżować w towarzystwie. Poszedł więc naprzód, wołając do tego, który szedł przed nim, ale ten nie wiedział czy ma odpowiadać, gdyż myślał, że był na tym miejscu sam, a dochodzący głos był tylko złudzeniem.
Wreszcie zaczęło się rozjaśniać – zaświtał poranek, a wtedy Chrześcijanin wykrzyknął: – On mrok przemienia w poranek (Am 5:8).
Gdy nastał dzień, obejrzał się wstecz, aby przy dziennym świetle zobaczyć, przez jakie niebezpieczeństwa przeszedł w ciemności nocy. Zobaczył więc całkiem wyraźnie rów, który znajdował się po jednej stronie drogi i trzęsawisko, które było po drugiej stronie. widział też, jak bardzo wąska była droga, leżąca między nimi. Zobaczył owe złośliwe larwy, potwory i smoki, ale już tylko z daleka, gdyż z nastaniem dnia nie zbliżały się do niego.
Niemniej jednak zobaczył je, stosownie do tego, co napisano; „On odsłania tajemnice będące w mroku, a w mroki śmierci wnosi światło” (Job 12:22).
Teraz Chrześcijanin był wielce wdzięczny za wybawienie go z wszystkich tych niebezpieczeństw, które czyhały na niego, w samotnej wędrówce doliną. Przedtem bardziej się ich bał, ale teraz widział je wyraźniej, gdyż światło dzienne sprawiało, że wszystko było widzialne bezpośrednio.
Słońce zaczęło podnosić się na niebie, co dla Chrześcijanina było wielkim dobrodziejstwem. Musicie bowiem zwrócić uwagę na to, że jeśli pierwsza część Doliny Cienia Śmierci była niebezpieczna, to ta druga była jeszcze niebezpieczniejsza. Od miejsca bowiem, na którym stał, aż do końca doliny, droga pełna była najrozmaitszych sideł, pułapek, matni, dziur, wybojów i śliskich pochyłości. Gdyby więc musiał tędy iść w ciemności, takiej jaka panowała wtedy, gdy przechodził przez pierwszą część doliny, to nawet gdyby miał tysiąc dusz, wszystkie by je tam stracił.
Ale, jak powiedziałem, słońce podniosło się już na niebie, jak napisano: „Jego pochodnia jaśniała mi nad głową, w jego świetle chodziłem nawet w ciemnościach” (Job 28:3). Przy świetle dnia doszedł więc do końca owej doliny.
Widziałem dalej w moim śnie, że u krańca doliny było miejsce, gdzie znajdowało się dużo wyschniętej krwi, mnóstwo kości i stosy pokaleczonych zwłok pielgrzymów, którzy szli tą drogą kiedyś dawniej. Gdy się zastanawiałem, dlaczego tak się stało, spostrzegłem w małej odległości przede mną jaskinię, w której w dawnych czasach mieszkało dwóch wielkoludów: Papież i Poganin.
To ich moc i okrucieństwa sprawiły, że ludzie, których szczątki tam się znajdowały, zostali w straszny sposób pomordowani. Chrześcijanin przeszedł koło tego miejsca całkiem bezpiecznie, ku memu niemałemu zdziwieniu.
John Bunyan - Wędrówka pielgrzyma

sobota, 22 września 2012

Chrześcijańska psychologia?

Moim celem w tej książce jest pomóc czytelnikowi zrozumieć, że koncepcje terapeutyczne wplecione w psychoanalizę (i jej świeckie psychoterapeutyczne odgałęzienia) są ze swojej natury sprzeczne ze Słowem Bożym. Moje podejście będzie miało na celu ukazanie bezpośredniego konfliktu pomiędzy świeckimi filozofiami a zasadami biblijnymi i obdarcie do jej wstrętnych korzeni psychoterapii, którą Kościół ochrzcił i wziął w ramiona. Mam nadzieję, że Kościół przestanie przerzucać swoich cierpiących i załamanych członków do "ekspertów", którym brak mocy i perspektywy Słowa Bożego, że pastorzy wykorzystają raczej wszelkie możliwości do nauczania, ganienia, korekty i kształcenia w prawości ludzi zdolnych do służby Królowi Jezusowi.
         Nawet kiedy to piszę, zostaje mi przypomniane, że zadanie to jest trudne. Właśnie wczoraj zadzwoniła zdesperowana młoda osoba. Zupełnie niedawno nawrócona, przyszła do Chrystusa z wieloma problemami. Jej pastor, ewangelik, posłał ją na oddział psychiatryczny dużego szpitala uniwersyteckiego w tym mieście. Lekarze przepisali jej potężne środki psychotropowe i zaczęła też odwiedzać psychoterapeutę.
         Ta młoda chrześcijanka zapytała mnie: "Czy chrześcijanie nie powinni otrzymać biblijnej porady?". Mam nadzieję, że ta książka obudzi pastorów i pomoże im ustrzec ich trzodę przed szponami psychiatrycznego establishmentu.
         Powiedziano to wcześniej, jednak potrzebujemy usłyszeć to jeszcze raz. Kobiety i mężowie Boży, macie wystarczające kompetencje, by udzielać sobie nawzajem porad. Niech Bóg umożliwi wam wykonanie tego dzieła!


Richard Ganz - Psychopaplanina
Nieskuteczność nowoczesnej psychologii i jej biblijna alternatywa

sobota, 11 sierpnia 2012

Zachęcanie

Kiedy Boża prawda zostanie przedstawiona nie zachęconej wspólnocie, zwykle wywołuje albo samozadowolenie, albo zastraszenie. Zadowoleni ludzie mogą wydawać się uduchowieni, zwłaszcza w kościołach i wspólnotach, które sukces mierzą liczbą wiernych, budynków i zajęć. Zastraszeni ludzie zgodzą się na standardy duchowości, jakie zostaną im narzucone (udział w akcjach dobroczynnych, uczestnictwo w nabożeństwach, regularna, choć automatyczna modlitwa, itp.). Albo też pełni lęku mogą przestać próbować dostosowywać się i zacząć (przynajmniej w oczach straszących) buntować się lub przestać się interesować chrześcijańskim rozwojem.
Kiedy prawda Boża zostanie przedstawiona zachęconej wspólnocie, zwykle wywołuje, albo prawdziwy rozwój, albo prawdziwy bunt. Jak na ironię zdrowa wspólnota jest pełna ludzi, którzy, albo się rozwijają, albo buntują. I aby wspólnota pozostała zdrowa, musi pokazywać prawdę w kontekście zachęcających relacji osobowych.
***
Zbyt często nauczyciele namawiają do zmian nie zachęconych ludzi. Lecz ich zmiana może być tylko powierzchowna. Zaczynają więc regularnie uczęszczać do kościoła, wstawać wcześnie, aby się modlić i uczyć się dzielenia swoją wiarą z innymi. Ale czegoś brakuje. Rzadko dociera do nich radość towarzysząca zrozumieniu tego, czym jest dążenie do świętości. Pokazywanie prawdy nie zachęconym chrześcijanom niewiele pomaga w budowaniu opartego na biblijnych wzorach chrześcijaństwa.
Larry Crabb, Dan Alexander - Zachęcanie

sobota, 28 lipca 2012

D e p r e s j a !

Setki chrześcijan prawdziwie żyjących wiarą także cierpią z powodu depresji. Nie ma prawie tygodnia, bym nie słyszał o pastorach, którzy walczą z depresją, czasami bardzo poważną. A jeśli nawet zwykłym chrześcijanom trudno pogodzić się z tym, że mogą być tak słabi i bezbronni, co dopiero duszpasterzom, których nauczono, że słudzy Boży są odporni na depresję. Jeśli masz "prawdziwą wiarę", nigdy nie popadniesz w depresję, a więc jeśli cierpisz z jej powodu, oznacza to, że jesteś duchowo niedoskonały. Cóż to za bzdura! A przecież wielu ludzi w nią uwierzyło. Ciarki mnie przechodzą ilekroć czytam lub słyszę, jak jakiś znamienity chrześcijański kaznodzieja lub przywódca wspólnoty twierdzi z całą stanowczością, że depresja to znak "braku wiary". Jeszcze częściej słyszę, jak kaznodzieje w swojej naiwności nauczają, że depresja to skutek "odwrócenia się od ciebie Boga", ponieważ "zawiodłeś Go" lub zgrzeszyłeś. Tego rodzaju nauczanie ma "podbudować twoją wiarę".
***
Spośród wszystkich wielkich ludzi Boga tylko Spurgeon rozumiał prawdziwą naturę depresji: "zapisano, że Dawid w samym środku bitwy poczuł zmęczenie, i coś podobnego można powiedzieć o wszystkich sługach Pana. Każdy z nas cierpi na napady depresji. Chociaż zazwyczaj jesteśmy pogodni i radośni, czasami popadamy w przygnębienie. Silni i mocni nie zawsze kipią energią, odważni nie zawsze garną się do bohaterskich czynów, serca radosnych nie zawsze są wypełnione szczęściem." Spurgeon, człowiek obdarzony ogromnym poczuciem humoru, którego śmiech można było rozpoznać na milę, znał dobrze z własnego doświadczenia otchłanie rozpaczy.
***
Z depresją nieposiadającą przyczyny - pisał Spurgeon - nie należy walczyć. Próba pokonania tej bezkształtnej, a przecież spowijającej wszystko beznadziei jest równie jałowa, co próba rozpędzenia mgły.
***
Jest jeszcze jeden powód, dla którego żadnemu bez wyjątku mężczyźnie nie wolno lekceważyć depresji. Potoczna wiedza mężczyzn, a szczególnie chrześcijan, na temat depresji, zwłaszcza jej natury i sposobów terapii, kryje w sobie tyle nonsensów, że można powiedzieć, iż ich umysły tkwią jeszcze w średniowieczu.

Archbald D. Hart - Męska depresja

Depresja

Oczywiście nie ma niczego złego w robieniu tego, co potrafimy, aby pokonać depresję i wewnętrzne zwątpienia - całe zło polega na odejściu od celebrowania przebaczenia, gdy nad postawę zorientowania na innych przedkładamy poszukiwanie drogi osobistego uzdrowienia. To my istniejemy dla Boga, a nie On dla nas. Dlatego musimy ponownie zwrócić naszą uwagę na centralne punkty Ewangelii.

Dr Larry Crabb - Mężczyźni i kobiety

sobota, 30 czerwca 2012

Tato !!!!!!

Całkiem naturalne wydawało mi się wyrażanie mojej miłości do Boga przez budowanie swojej tożsamości w hyperreligijnej aktywności. Wielu chrześcijan zdawało się myśleć tak samo. Im więcej się modliliśmy, pościliśmy, czytaliśmy Biblię, świadczyliśmy, uczestniczyliśmy w nabożeństwach, tym bardziej, naszym zdaniem, zdobywaliśmy przychylność Bożą.
*
Często skutkiem błędnego pojmowania sędziowskiej natury Ojca są nasze usiłowania zadowolenia Go. Kiedy nam się nie wiedzie, czujemy się zawstydzeni i oddzieleni od miłości Bożej. Nie można przybliżyć się do rozgniewanego Boga, którego się boimy.
*
Potrzeba przynajmniej czterdziestu słów pochwały, żeby w sercu dziecka zatrzeć wrażenie jednego słowa krytyki.
*
Zakon miłości jest lepszą drogą niż miłość zakonu.
*
Naukowcy dowiedli, że człowiek staje się od czterech do siedmiu razy bardziej podatny na choroby, jeśli nie otrzymuje normalnej dawki miłości. Niektóre badania wykazały, że ludzie szybciej zdrowieją, jeśli jest obok nich inny człowiek (a nawet choćby i bliskie zwierzę), który okazuje czułość.


 
    Jack Frost - W objęciach Ojca

niedziela, 22 kwietnia 2012

Sto procent z nas umrze

Trzeci wróg to strach. Wojna stwarza zagrożenie śmiercią i cierpieniem. Żaden człowiek - zwłaszcza chrześcijanin pamiętający o Ogrójcu - nie musi starać się o stoicką obojętność wobec tych rzeczy, możemy jednak wystrzegać się złudzeń powstających w naszej wyobraźni. Myślimy o realnej śmierci na ulicach Warszawy i zestawiamy ją z abstrakcją zwaną życiem. Ale dla żadnego z nas nie jest to kwestia śmierci albo życia, tylko śmierci takiej lub innej - od kuli karabinu maszynowego, czy czterdzieści lat później na raka. Jaki wpływ ma wojna na śmierć? Z pewnością nie czyni śmierci powszechniejszą. Sto procent z nas umrze i tego wyniku nie da się podwyższyć. Wojna sprawia jedynie, że w paru przypadkach śmierć następuje szybciej, ale nie przypuszczam, żeby to wywoływało nasz strach. Z pewnością gdy nadejdzie ta chwila, niewielkie znaczenie będzie miało ile lat mamy za sobą. Czy wojna zwiększa prawdopodobieństwo, że umrzemy w cierpieniach? Wątpię. Z moich obserwacji wynika, że śmierć, którą nazywamy normalną, zwykle poprzedza cierpienie, a pole bitwy to jedno z nielicznych miejsc, w których możemy liczyć na szybką śmierć bez bólu. Czy wojna pomniejsza nasze szanse na śmierć w pojednaniu z Bogiem? Nie sądzę. Jeśli czynna służba nie jest w stanie skłonić człowieka do przygotowania się na śmierć, to jaki splot okoliczności mógłby to uczynić? Jednakże wojna ma pewien wpływ na śmierć. Zmusza nas, aby o niej pamiętać. Nowotwór po sześćdziesiątce, albo paraliż po siedemdziesiątce nie przerażają nas tylko dlatego, że nie pamiętamy o nich. Wojna sprawia, że śmierć staje się dla nas czymś realnym, co przez większość wspaniałych chrześcijan z dawnych czasów uznane byłoby za błogosławieństwo, ponieważ uważali oni, że dobrze jest być stale świadomym swojej śmiertelności. Jestem skłonny przyznać im rację.
Cała zmysłowa strona naszego życia, wszystkie plany osiągnięcia szczęścia na tym świecie zawsze skazane są na doprowadzenie nas do frustracji. W zwyczajnych czasach zdają sobie sprawę z tego tylko ludzie mądrzy. Obecnie wiedzą o tym nawet najgłupsi. Wyraźnie dostrzegamy, na jakim świecie żyjemy, i musimy się z tym pogodzić. Jeśli mieliśmy niemądre, niechrześcijańskie nadzieje wobec ludzkiej kultury, to w tym momencie legły one w gruzach. Jeżeli sądziliśmy, że budujemy raj na ziemi i szukali czegoś, co doczesny świat zamieniłoby z miejsca pielgrzymki w satysfakcjonujące człowieczą duszę miasto stałego zamieszkania - w tym momencie musimy stracić złudzenia, i nie jest to ani o chwilę za wcześnie. Skoro jednak myśleliśmy, że dla niektórych dusz w pewnych czasach życie polegające na zdobywaniu wiedzy, pokornie poświęcone Bogu, stanowi - na swój skromny sposób - jedną z metod zbliżenia się do Boskiej rzeczywistości i Boskiego piękna, którymi mamy nadzieję cieszyć się w przyszłym życiu, to nadal możemy tak myśleć.


C.S. Lewis - Brzemię chwały

sobota, 7 kwietnia 2012

Dziesięcina

Przestrzeganie dziesięciny aż do najdrobniejszych ziół świadczyłoby o bardzo skrupulatnej świadomości, ale gdyby faryzeusze rzeczywiście uważali, że prawo musi być przestrzegane aż do tego stopnia, to Chrystus nie powiedziałby niczego, co mogłoby urazić ich świadomość. Prawo o dziesięcinie - powiedział - musi być przestrzegane (p. 11,42). Ale przy tym wszystkim dziesięcina była drobnym obowiązkiem w porównaniu do nieskończenie wyższego obowiązku miłości Boga i sprawiedliwego postępowania wobec swoich bliźnich. Ponadto, dziesięcina była wprowadzona w Izraelu jako sposób okazania miłości wobec Boga, przez utrzymywanie jego służby w świątyni, jak również okazanie miłości Boga wobec obcych, sierot i wdów (p. 5M, 14,29). Składanie dziesięciny z mięty i ruty, z jednoczesnym czynieniem niesprawiedliwości wobec obcego, sieroty i wdowy i okazywaniem braku miłości do Boga, czyniło farsę z idei dziesięciny i jej prawdziwego celu, i zmieniało ją w bezduszną, mechaniczną, finansową operację.

David Gooding - Według Łukasza